Strona główna

Pełna wersja: Lęk, panika - proszę o pomoc
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2
Czytałam gdzieś o zaburzeniach lękowych u DDA, cała lista: nerwica, fobia społeczna... Ja też mam zaburzenia lękowe, ale wciąż ciężko mi to zaakceptować. Dziś ogarnęła mnie panika w pracy, kiedy miałam coś zrobić na już, i zawaliłam. Czuję się teraz strasznie i nie wiem, co mam ze sobą zrobić.
Jak znalazłam opis tych zaburzeń, poczułam ulgę, że to nie moja wina, dawało mi to pocieszenie, że pojawiło się coś takiego u mnie przez moje dzieciństwo. Ale teraz boję się, że nic ze mnie nie będzie, okropne jest poczucie, że do niczego się nie nadaję. Jak się wychodzi z czegoś takiego??
Próbowałam terapii, ale dostawałam wskazówki, z którymi nie bardzo było wiadomo, co zrobić, np. żebym zapisywała sobie negatywne myśli, które się pojawiają, a obok pozytywne, ale jak to się ma do sytuacji, kiedy wszystko dzieje się w ułamkach sekund. Leki? Kiedyś terapeuta mi je odradzał, mówiąc, że to droga na skróty i właściwie mnie skarcił jakby za jakąś próbę oszustwa w terapii.
Boję się ludzi, ostatnio ktoś się na mnie obraził, że mu się nie przedstawiłam, a mnie ogarnęła jakaś niemoc i nie umiałam tego zrobić, raz, że zaczynają mi się pocić ręce, dwa, czekam na jakiś dobry moment, nie wiem, skąd ta blokada i skrępowanie.
Bardzo proszę o odpowiedzi, jeśli coś wam dzwoni w tym temacie, bo nie mam z kim o tym porozmawiać.
Witaj, o panice to tu sporo sobie rozmawiamy, bo Michu ma panikę 100 razy dziennie i od kilku miesięcy uczy się z nią żyć. Przede wszystkim nie uciekać od odczuć jakie się pojawiają i nie rezygnować z aktywności. Wszystkie swoje kroki w radzeniu sobie z lękiem opisuje na blogu http://nerwicowo.blogspot.com

Jeśli chodzi o zapisywanie myśli to zadanie zaproponowane przez terapeutkę, jest takim pierwszym krokiem w kierunku zmiany myślenia.
Myślenie można porównać do chodzenia drogami. Jeśli się często chodzi jakąś drogą, to ona staje się dobrze wydeptana, szeroka i dość wygodna, w porównaniu do przedzierania się przez krzaki, tam gdzie nikt nie chodzi i wszystko zarosło.
Tak właśnie jest z myślami - jeśli często myśli się w pewien określony sposób to staje się łatwe i szybkie, bo drogi tych myśli są przedeptane. Odnosi się wrażenie, że one same przychodzą automatycznie, niezależnie od naszej woli i wyboru. Tak jest z każdą czynnością, którą często powtarzamy - staje się automatyczna i nie angażuje świadomości. Jak ktoś zapyta nas "jak to robisz" to jest trudno na to odpowiedzieć, bo "robi się samo".
Jeśli w obliczu niepowodzenia myślisz "nie nadaję się do niczego" i jest to sposób myślenia jaki masz od dzieciństwa, to może się wydawać, że nie ma innej możliwości. Że nic innego w takiej sytuacji nie da się pomyśleć. Albo, że to jest coś, co samo przychodzi i ma cechy prawdy obiektywnej o Tobie.
Żeby to zmienić to najpierw tę automatyczną czynność trzeba sobie rozłożyć na części składowe. Uświadomić sobie dokładnie co i jak robisz.
W tym wypadku jest to zapisanie zdania jakie pojawia się w Twojej głowie automatycznie, czyli tego negatywnego.
Ale to nie wystarczy do zmiany, trzeba też znaleźć coś w zamian czyli jakieś inne myśli jakie byś chciała mieć w swojej głowie. Czyli piszesz sobie obok tego czego nie chcesz (negatywnego sądu) coś co chcesz (pozytywną myśl). Samo napisanie nie zmieni Twojej myśli w konkretnej sytuacji - jeszcze nie. Bo ta negatywna będzie pierwsza.
Negatywna leci "wydeptaną przez lata ścieżką", podczas gdy nowa, pozytywna "przedziera się przez krzaki" a najpewniej na początku nie zdąży w ogóle wystartować. Nie szkodzi, to normalne. I tak ta sytuacja wróci w Twoich myślach jeszcze parę razy, będziesz ją automatycznie odtwarzać. To jest zmora wszystkich którzy czują, że popełnili jakiś błąd. Możesz ten przykry proces wykorzystać na swoją korzyść, przywołując te pozytywne myśli, które wcześniej przygotowałaś na tę okoliczność. Zatem jak się złapiesz na wspomnieniu i myśli "jestem do niczego" możesz przywołać a nawet przeczytać, treść nowej myśli jakiej potrzebujesz i jaką masz na kartce. Musisz to powtórzyć wiele razy, aby twoje nowe myśli miały okazję, "przedeptać" swoje ścieżki i przychodziły szybciej, bardziej automatycznie, naturalnie.
Początkowo nowe myślenie może się wydawać na siłę i sztuczne, nie wiarygodne.
Oczywiście do zmiany swojego myślenia potrzeba wielu różnych zabiegów, nie tylko tego jednego ćwiczenia. Ale jest to jeden z kroków jakie można wykonać, aby się lepiej poczuć ze sobą.
(27-07-2011 12:55 AM)Elżbieta Kalinowska napisał(a): [ -> ]Michu ma panikę 100 razy dziennie

Big Grin Big Grin Big Grin No ale cóż... Prawda hyhy

Najważniejsze, to pamiętać, że to naprawde nie jest nic groźnego, chociaż się wtedy człowiek strasznie czuje, to jednak warto mieć taką myśl w głowie, że to minie, potem ta akceptacja dzięki temu łatwiej przychodzi. O i jeszcze ważne jest to, żeby nie zagłuszać tych objawów, żeby na siłę nie zajmować się czymś innym, po to żeby o tym nie myśleć. To działa źle. Dobrze jest (chociaż to brzmi okropnie), przeżyć ten atak w całaj jego sile obojętnie gdzie się jest w danym miejscu. Zgodzić się na niego i po prostu przeczekać.
Pamiętam piękny atak, kiedy będąc na rowerze daleko od domu mnie złapało. Byłam pewna, że tam wykituję, no i leżałam sobie na poboczu i miałam gdzieś co sobie ktoś pomyśli, bo ja musiałam przeżyć tą paniką taką jaka była. Kiedy mi przeszło, to dałam radę dojechać normalnie do domu. Dzięki takim działaniom zauważyłam, że choć nadal mam ataki, to się już ich nie boję, i w żaden sposób mnie nie ograniczają, no i przede wszystkim jest ich o wiele mniej, chociaż czasami są naprawdę uciążliwe i w trakcie takiego ataku nie jestem optymistką jak teraz, ale trzymam się zasad i jest ok. Wink
Dziękuję za ten opis, w takiej formie to rzeczywiście do mnie przemawia.
Zaczęłam stosować dziś coś takiego na zasadzie afirmacji, powtarzając sobie jakieś pozytywne zdania, niejako uspokajając siebie.
Postaram się zajrzeć do postów Michu i poszukać tam udzielonych już odpowiedzi. Na bloga też trochę zaglądałam.
Wczoraj porozmawiałam o swoim samopoczuciu z koleżanką i dowiedziałam się w efekcie tej rozmowy, że jestem odbierana zwykle jako osoba bardzo spokojna. Nie po raz pierwszy to słyszę, co jest dla mnie paradoksem: niemalże umieram z nerwów, a okazuje się, że umiem to maskować. Piszę o tym a propos tego o czym napisała/aś Michu, tzn. zgodzie na przeżywaniu ataku - że także tu to zostało zautomatyzowane, te emocje są gdzieś szybko spychane tak, że ich nie widać, albo dojrzy je ktoś, kto jest dobrym obserwatorem.
Maskowanie się to jedna z cech DDA. Ja mam tak samo, też po mnie nie widać, chyba że mam bardzo silny atak nad którym nie panuję, to wtedy widać, bo się trzęsę, albo jak mi mocno duszno to tez widać, ze ciężko mi sie oddycha.
Wydaje mi się, że maskowanie ma niewiele wspólnego z akceptacją i zgodą na atak. Albo moze nie za bardzo zrozumiałam co miałaś na myśli...
Jak pisałam o zgodzie na atak, o zaakceptowaniu paniki to chodziło mi o to żebyś Ty sama sobie dała zgodę na ten atak, a nie żeby było po Tobie go widać. Pamiętam, ze ja przez całe 7 lat choroby nie dawałam sobie tej zgody. Wydawało mi się, ze nie mam prawa się źle czuć, bo to głupie, i lepiej bym się za robotę wzięła a nie trzęsę się w kącie. Dopiero niedawno zrozumiałam o co tak naprawdę chodzi z tą akceptacją. Zaakceptowałam fakt, ze mam ataki paniki. Nie robiłam sobie z tego powodu wyrzutów, tylko doszłam do wniosku, ze mam prawo tak się czuć, i mam prawo przeżyć panikę w dobry sposób. Dopiero wtedy panika zaczeła mnie opuszczac. Teraz ataki mam tylko jak robię coś nowego, czego nie robiłam przez długie lata, albo kiedy robię coś zupełnie nowego. Pojawiają się też, kiedy jestem zmęczona...ale to jest juz zupełnie coś innego niż kiedyś.
To, że pewne „kłopotliwe” stany są nie zauważalne dla innych w dużej mierze wynika z tego, że są one jednak dość subtelne i mało wyraziste. Dodatkowo wydają się one obserwatorom mniej znaczące i warte uwagi niż przeżywającej je osobie, dlatego nie obserwują Cię pod tym kątem.
Mogę zauważyć, że ktoś się przydusza jak mówi, że co jakiś czas bierze głębszy oddech ale jeśli to nie jest tematem spotkania, nie będę się nad tym zastanawiać. Bardziej skupię się na tym co jest treścią rozmowy albo na opanowywanie swoich subtelnych nielubianych objawów ;-).
Ludzie zazwyczaj są skupieni na sobie i swoim przeżywaniu, dlatego za niespokojnych uznają tych, którzy ich w jakiś sposób obciążają swoim niepokojem. Np. krzyczą. Zatem jeśli jesteś zdenerwowana ale się nie ciskasz a raczej uśmiechasz to będziesz uznana za raczej na ogół spokojną.
Michu: wiem, że pisałaś o czymś innym, ale jakoś mi się to skojarzyło. Bo dla mnie to jest coś gdzieś tam zbieżnego - denerwuję się > uznaję, że nie wolno mi się denerwować > pojawia się panika (że dzieje się coś, co nie powinno się dziać i innym na pewno nie przytrafia)
Podobnie inne myśli/uczucia: myślę coś na jakiś temat, ale tego nie wyrażam, bo zakładam, że pewnie tylko ja tak myślę - nie ujawniam swoich emocji i przekonań.
Elżbieta (czy mogę po imieniu? Smile ): "za niespokojnych uznają tych, którzy ich w jakiś sposób obciążają swoim niepokojem" - rzeczywiście, postaram się zapamiętać to, że ludzie skupiają się na sobie przede wszystkim.
Mam pytanie, czy jest może na rynku jakaś dobra książka na ten temat, do samodzielnej pracy nad sobą?...
Zdecydowanie po imieniu, mówmy sobie, bo ja zazwyczaj czuje się zobowiązana do zachowania takiej samej formy, jak mój rozmówca, a czułabym się dziwnie pisząc "Pani Muffko"

Cytat:Mam pytanie, czy jest może na rynku jakaś dobra książka na ten temat, do samodzielnej pracy nad sobą?...
a możemy doprecyzować co dokładnie znaczy "ten temat"?
Temat lęku, paniki.
Przeczytałam już książkę Susan Jeffers "Nie bój się bać" - moim zdaniem bardzo dobrą.
GWP "Oswoić lęk" - J.Bemis, A.Barrada - bardzo dobra książka, dużo praktycznych wskazówek do autoterapii.
Dla tych co czytają po angielsku - wartościowy i bezpłatny kurs mailowy dot. radzenia sobie z atakami panicznego leku:
http://www.panic-attacks.co.uk/course/
Stron: 1 2
Przekierowanie