Strona główna

Pełna wersja: DDA w związkach
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7
Czy swoim życiem potwierdzacie regułę, że DDA najczęściej wchodzą w związki toksyczne - z osobą uzależnioną lub w inny sposób nie radzącą sobie? Czy macie problem z zakończeniem związków, które szkodzą? A może boicie się wchodzenia w związki i unikacie bliskości?
Właśnie to jest jedna z kilku rzeczy która u mnie się nie sprawdziła.
Mam cudownego męża, jesteśmy ze sobą już prawie 10 lat. Bardzo się kochamy. Mamy ze soba taką więź, że czasami ludzie stoją z otwartymi ustami ze zdziwienia jak nas widzą. Porozumiewamy się kodami które tylko my rozumiemy, mamy takie tylko swoje sprawy i podobne poczucie humoru. Umiemy umierać ze śmiechu z czegoś co innych nie śmieszy. Lubimy podbne rzeczy i ogólnie się dobraliśmy. Często w ciągu dnia w tej samej chwili dzwonimy do siebie. Oboje wtedy łapie poczta głosowa. To jest na tyle częste, że już się do tego przyzwyczailiśmy. Wtedy zawsze on czeka, a ja dzwonię drugi raz. Big Grin Oczywiście mamy gorsze i lepsze dni. Zawsze tak jest w szarej codzienności, przy stresach i kłopotach na które nic nie można porazić, to najłatwiejszym sposobem odreagowania jest powyżywanie się na drugiej osobie. Czasami się kłócimy, on jest strasznym nerwusem, a ja złośliwcem jednak zawsze już po chwili umiemy się pogodzić i dogadać. On mi bardzo pomaga, wspiera, i opiekuje się. Nie wiem, czy to ma związek, ale jest ode mnie starszy o 11 lat. Jego ojciec też był alkoholikiem, ale jego mama kiedy on był jeszcze bardzo malutki odeszła i dała dzieciom normalny dom ze szczęśliwym dzieciństwem. Jest nam ciężko, ale w życiu bym nie powiedziała, że on sobie nie radzi, bo radzi sobie ze wszystkim bardzo dobrze. Nigdy nie daje mi odczuć, że jestem gorsza, bo nie zarabiam. Po tylu latach często prawi mi komplementy, choć bardzo dużo utyłam odkąd jestem chora, i mam kompleksy, on nadal mówi mi miłe rzeczy. Ja dla niego robię też z pozoru głupkowate rzeczy. Na przykład nigdy nie usnę zanim on nie wróci do domu, bo muszę zawsze przed snem z nim posiedzieć i pogadać, albo wstaję rano (o 4:30!) razem z nim, żeby trochę pobyć razem, i wypić herbatkę przed jego wyjściem do pracy. Takie małe rzeczy sprawiają, że ta druga osoba czuje się kochana i z chęcią wraca do domu.
W całym moim dotychczasowym życiu spotkało mnie wiele złych rzeczy. Trudna przeszłość, teraz choroba, ograniczenia, i kłopoty dnia codziennego. Jednak dzięki temu, ze mam męża jestem szczęśliwa, i nie chciałabym zamienić swojego życia na cudze.
Myślę sobie, że tak naprawdę wyglada prawdziwa miłość. Kiedyś dawno musieliśmy bardzo walczyć o nas, może dlatego teraz tak doceniamy to że jesteśmy razem.
Teraz słyszę jak on się krząta w kuchni. Robi moje ukochane gołąbki, i śpiewa sobie pod nosem, aż polecę go ucałować. Big Grin
(25-05-2011 02:40 PM)mycha88 napisał(a): [ -> ]
(25-05-2011 02:37 PM)Alex napisał(a): [ -> ]zauważ, że na wszystkich facetów rzutujesz niezasłużone winy. Ktoś Cię kiedyś skrzywdził, krzywdzi nadal i przypisujesz to całemu gatunkowi męskiemu.

Bo było ich zbyt wielu, nie chodzi tu tylko o związki z facetami, ale o kolegów, rówieśników i starszych z czasów szkolnych. A ja po prostu nie chcę już więcej zaznawać od nich cierpienia.

Mycha, chciałam się tutaj bardziej rozpisać o swoich doświadczeniach i miałam zamiar jakiegoś wielgachnego posta walnąć, ale rozchorowałam się i ciężko mi siedzieć przed komputerem, dlatego dzisiaj sobie podaruję. Jednak myślę, że to wszystko o czym pisałyśmy w innych wątkach na temat stosunku do płci brzydszej Wink jest bardzo ważne i chciałam tutaj otworzyć dyskusję. Nawet jak ja nie dam rady nic Ci tu pomocnego napisać, to inni będą mogli. Jest mi bardzo przykro, że nosisz w sobie urazę do wszystkich facetów, bo to oznacza, że tak naprawdę żyjesz w strachu przed około połową otaczających Cię ludzi. Piszesz zarówno o obawach związanych z byciem w związku jak i obawach przed kolegami - pomyślałam sobie, że to musi być dosyć duży ciężar do dźwigania i może być przyczyną życia w napięciu. Taki brak zaufania jest zrozumiały, kiedy ma się takie doświadczenia z domu jak my mamy, ale życie w postawie obronnej wcale nie jest fajne. Nie wspomnę już o tym, że omija Cię to wszystko, co jednak można dobrego otrzymać i przeżyć od tych podłych facetów.

Ja oddzieliłabym tu jednak 2 sprawy: związek a relacje koleżeńskie. Zastanawiam się jak to jest u Ciebie ze strachem przed kolegami. Rozumiem, że przykrości, które Cię spotykały miały miejsce w szkole. Dzieciaki i nastolatki bywają głupkowate i okrutne, ale przecież już obracasz się w innym środowisku, teraz przebywasz wśród ludzi dorosłych. Studiujesz, więc przypuszczam również, że wśród ludzi inteligentnych, a poza tym jak to na studiach bywa - w grupie osób bardzo zróżnicowanych. Czy wśród nich również widzisz samych potencjalnych krzywdzicieli?
Ja myślę, że Mycha się martwi ale całkiem niepotrzebnie. To strasznie banalne co powiem, ale trudno, nie zawsze trzeba być poważnym. Kochana nasza Mycho, gwarantuję Ci, że jak spotkasz tego jedynego, kiedy trafi Cię strzała Amora, wszystkie Twoje rozterki znikną. Widocznie dotychczas trafiałaś na złych facetów. W końcu znajdzie się ten jedyny, i wtedy będziesz pewna, że chcesz z nim być, bo się po prostu zakochasz. Pamiętam jak to było z moim mężem. Ja akurat cierpiałam przez jakiegoś swojego byłego "chłopaka", to nie była prawdziwa miłosć, bo byłam na to za młoda, ale jednak jakoś tam serce niby miałam złamane. Obiecywałam sobie, że z nikim nigdy nie będę. Ale nagle zobaczyłam tego mojego przyszłego męża w innym świetle. Nawet nie wiem kiedy to się stało, znałam go już bardzo długo, ale nagle zaczęłam się rozglądać przy rozgrzewce (na treningu oczywiście), co chwilę chodziłam do szatni "nos wydmuchać", a tak naprawdę patrzyłam czy Mariusz już przyszedł. Miałam supeł w brzuchu i strasznie mi zależało, żeby "On dzisiaj prowadził trening". Oczywiście kiedy go prowadził miałam milion pytań, bo "takie trudne te techniki, i koniecznie trzeba mi pokzać, jak tą rękę tu przełożyć." Big Grin A tak na serio chciałam być blisko niego. Po pewnym czasie zuważyłam, że on też robi wszystko żeby być bliżej mnie. Wtedy się wystraszyłam, no bo przecież obiecałam sobie, że nigdy więcej, i powiedziałam mu, że go nienawidze, bo ma tak samo na imię jak mój ojcec. Big Grin Ten z tą swoją rozbrajającą miną zaczął się śmiać, i powiedział, że na szczęście nie jest moim ojcem, bo to by było karalne i mnie cmoknął, no to wtedy już całkowicie wciągnęły mnie sidła miłości. Miałam tylko 18 lat, ale już wiedziałam, że to ten jedyny. Jak widać nie pomyliłam się. Big Grin Oczywiście ten mój uraz do facetów nie był taki wielki jak Twój. Ja byłam czesto jedyną dziewczyną na treningach, do tego byłam najmłodsza, więc starsi "mieli mnie na oku". Podobnie było z innymi znajomymi, to też przeważnie byli chłopacy, tylko dwie przyjaciólki miałam, a przyjaciół z dziesięciu. Jednak wiązać się z nikim nie miałam zamiaru, a jednak jak mnie trafiło, to nic na to nie mogłam poradzić. Ty po prostu nie spotkałaś na swojej drodze jeszcze nikogo wartościowego, ale napewno poznasz i wtedy poczujesz, że jesteś na to gotowa. Smile Nic na siłę.
(25-05-2011 11:32 PM)Alex napisał(a): [ -> ]Ja oddzieliłabym tu jednak 2 sprawy: związek a relacje koleżeńskie. (...) ale przecież już obracasz się w innym środowisku, teraz przebywasz wśród ludzi dorosłych. Studiujesz, więc przypuszczam również, że wśród ludzi inteligentnych, a poza tym jak to na studiach bywa - w grupie osób bardzo zróżnicowanych. Czy wśród nich również widzisz samych potencjalnych krzywdzicieli?

Obracanie się w innym środowisku niewiele zmienia, bo zdarzenia z przeszłości zostały w pamięci i są bardzo silnie w niej wyryte. Schematy, które ciągle działają i kierują myśleniem i działaniem. Ze swoją grupą na studiach jakoś specjalnie nie czuję się związana; na uczelni też mamy niewielu facetów, no może poza nieraz kręcącymi się chłopakami z AWFu, którzy uważają się za chodzące bożki, ideały i wspaniałości.
Chyba nie ma sensu dalej rozważać nad moim przypadkiem. Wolę być sobie bezpiecznie sama. Zresztą i tak nikt by się nie znalazł, kto byłby na tyle głupi, żeby ze mną być. Na co dzień się nie maluję, nie stroję się tak, jak moje koleżanki (wolę codzienny, sportowy styl), więc nie ma obawy, że ktoś na mnie uwagę zwróci. I tak będzie lepiej dla wszystkich. Po prostu czasem tylko mnie denerwuje, że inni się wtrącają w tą sferę mojego życia i próbują na siłę coś zmieniać.
Michu, cieszę się, że znalazłaś kogoś tak wspaniałego, gratuluję Ci, cieszę się Twoim szczęściem. Ale chyba jak już mówiłam, nie ma sensu się tu nade mną rozpisywać, czy rozważać, niech sobie będzie tak, jak jest. Chcę tylko spokoju od innych w tym temacie, bo mnie to męczy.
(26-05-2011 01:57 PM)mycha88 napisał(a): [ -> ]Obracanie się w innym środowisku niewiele zmienia, bo zdarzenia z przeszłości zostały w pamięci i są bardzo silnie w niej wyryte. Schematy, które ciągle działają i kierują myśleniem i działaniem.

Obracanie się w innym środowisku zmienia bardzo dużo, bo można wreszcie porzucić schematy, które już nie pasują...

(26-05-2011 01:57 PM)mycha88 napisał(a): [ -> ]Zresztą i tak nikt by się nie znalazł, kto byłby na tyle głupi, żeby ze mną być. Na co dzień się nie maluję, nie stroję się tak, jak moje koleżanki (wolę codzienny, sportowy styl), więc nie ma obawy, że ktoś na mnie uwagę zwróci.

Nie byłabym taka pewna tego, czy wszyscy są zainteresowani wyłącznie tymi umalowanymi i wystrojonymi...

Nikt nie lubi jak mu się ktoś inny miesza do życia i próbuje coś zmieniać wbrew naszej woli. Ludzie są różni i różnymi motywami się kierują w swoim postępowaniu. Ja nie chcę ani nakłaniać Cię do czegoś ani mówić Ci jak powinno wyglądać Twoje życie. Jest mi jedynie trudno uwierzyć, że jesteś szczęśliwa "wyczekując" kolejnych ciosów oraz wyrzekając się w tak młodym wieku pewnej sfery życia. Wydaje mi się, że decydując się na to można sobie zaserwować nieustanny konflikt wewnętrzny, ponieważ te schematy i strach to jedno, a takie zwykłe ludzkie potrzeby to drugie, jak chociażby potrzeba bliskości, czułości etc.

W tym wszystkim można również odnieść wrażenie, że czujesz się wobec wszystkich facetów zupełnie bezbronna i bezradna, pozbawiona wpływu na sytuację. To trochę wygląda tak, jakby wszyscy faceci byli niczym dzikie lwy, przed którymi można się uchronić jedynie zamykając je w klatce. I nie można się z nimi ani kolegować ani zaprzyjaźniać, bo każdy jest drapieżny i groźny.

Ja pisałam wcześniej o tym żeby sferę związków oddzielić w tej dyskusji od innych relacji z facetami, bo jednak czego innego można się obawiać ze strony partnera niż kolegi. Kolega nie zrani zakochując się w innej na przykład. Bardzo zastanawiające jest dla mnie właśnie to, że oczekujesz krzywdy od wszystkich facetów niezależnie od tego w jakiej relacji miałabyś z nimi być. Muszą być zatem cechy, które przypisujesz wszystkim facetom jak leci i musi być coś czego obawiasz się w odniesieniu do wszystkich. Gdybyś kiedyś zechciała napisać czym jest tak naprawdę to, czego się boisz, chętnie bym przeczytała o tym, bo na ten moment jest to dla mnie niejasne. Ale oczywiście nic nie musisz, nie zamierzam ciągnąć Cię za język.

Na koniec tylko dodam tak króciutko, że ja np bardzo lubię mieć facetów-kolegów i lepiej się z nimi czuję niż z koleżankami. Koleżanki po pierwsze zwykle rywalizują ze sobą, zwłaszcza w takich sferach jak wygląd, a ja tego niecierpię i mnie to zwyczajnie śmieszy, a poza tym bardzo często wybierają formy komunikacji nie wprost: insynuacje, aluzje albo posuwają się do takich rzeczy jak intrygi czy też manipulacje. A z facetami zwykle jest że się tak brzydko wyrażę: jak krowie na rowie - wprost, bez ogródek, konkretnie i na temat.
(26-05-2011 02:43 PM)Alex napisał(a): [ -> ]Gdybyś kiedyś zechciała napisać czym jest tak naprawdę to, czego się boisz, chętnie bym przeczytała o tym, bo na ten moment jest to dla mnie niejasne.

Napiszę, tylko nie dzisiaj. Brak sił. Rozmawiałam z ojcem przez telefon, chciałam, żeby mnie odebrał z dworca, ale jak zwykle po głosie jego poznałam, że znowu jest po wypiciu; zresztą, nie zaprzeczył. Standard. Czego ja się jeszcze dziwię i czego oczekuję... Głupia jestem jak but z lewej nogi. Chyba na terapii muszę się nauczyć, ale po prostu zwyczajnej znieczulicy i niewrażliwości...
Ale dziękuję Ci za odpowiedź i zainteresowanie tematem.
Tylko cytat i komentażrz,ale spoko najpierw cytat "Wolę być sobie bezpiecznie sama. Zresztą i tak nikt by się nie znalazł, kto byłby na tyle głupi, żeby ze mną być. Na co dzień się nie maluję, nie stroję się tak, jak moje koleżanki (wolę codzienny, sportowy styl), więc nie ma obawy, że ktoś na mnie uwagę....... "
i komentarz: "NIGDY NIE MÓW NIGDY" ,i to tylko komentarz, a nie broń Boże nakaz czy nakłanianie albo coś tam coś tam o co tak łatwo posądzić komentatora Smile
Może tak dla "hecy " zmień się na moment i zobacz jak będzie- co strach Cię obleciał ,no ja zawszw tak robię i często bywam mile zaskoczony Smile
(26-05-2011 02:43 PM)Alex napisał(a): [ -> ]1. Nikt nie lubi jak mu się ktoś inny miesza do życia i próbuje coś zmieniać wbrew naszej woli.

2. (...) wyrzekając się w tak młodym wieku pewnej sfery życia.

3. W tym wszystkim można również odnieść wrażenie, że czujesz się wobec wszystkich facetów zupełnie bezbronna i bezradna.

4. Ja pisałam wcześniej o tym żeby sferę związków oddzielić w tej dyskusji od innych relacji z facetami, bo jednak czego innego można się obawiać ze strony partnera niż kolegi.

5. Muszą być zatem cechy, które przypisujesz wszystkim facetom jak leci i musi być coś czego obawiasz się w odniesieniu do wszystkich. Gdybyś kiedyś zechciała napisać czym jest tak naprawdę to, czego się boisz, chętnie bym przeczytała o tym, bo na ten moment jest to dla mnie niejasne.

1. No właśnie. Ja też tego nie lubię i chciałabym po prostu, żeby moi bliscy, czy znajomi uszanowali moje wybory, bo uważam, że nie robię nic, co by kogoś krzywdziło, więc mogliby sobie darować uszczęśliwianie i swatanie mnie na siłę i lepiej zajęliby się swoimi związkami, w których niejednokrotnie musiałam ich pocieszać, bo były kłótnie, wyzwiska, płacze, upijania i co tam jeszcze.

2. Wyrzekam się sfery, z której zaznałam w życiu tylko i wyłącznie krzywdy, rozczarowania, braku szacunku i wykorzystania.

3. Nie czuję się bezbronna, czy bezradna. W żadnym wypadku. Nie chcę po prostu dawać im kolejnych szans, do bawienia się moim kosztem.

4. Oddzielam te sfery. Zawsze też wolałam mieć kolegów, ale niestety wielu z nich było kolegami "do czasu". Prędzej czy później pokazywali swoją prawdziwą twarz.

5. Czym jest to, czego się boję? Nie chcę już po prostu więcej cierpieć w ten sposób. Mam tego już po prostu dosyć. Nie mam siły kolejny raz być ofiarą, marionetką, z którą można robić co się chce i mieć ją na każde zawołanie.
Cechy, które im przypisuję? Krzywdziciele przede wszystkim, zapatrzeni w siebie, egoistyczni i mnóstwo innych, które sobie daruję, bo zaraz Romanj wyskoczy z kolejnym błyskotliwym tekstem w stylu "obleciał cię strach".
Wink No no Nie wyskoczę z żadną mądrością w stylu "znowu obleciał Cię strach" strach jak każde uczucie jest niezbędnym składnikiem w całej gamie naszych uczuć,i kto go przypadkiem nie czuje to jest uboższy o tę sferę chociażby.
Nie należy jednak dopuścić aby zdominował inne uczucia.
Z mojego życia przykład -kiedyś pogryzł mnie pies (nawet bardzo) po jakimś czasie inny pies znowu mnie pogryzł (nawet musiałem serię bolesnych ? nie aż tak bardzo zastrzyków przyjąć).Po tych incydentach nie znienawidziłem psów,nie zacząłem się ich bardziej bać -wyciągnąłem tylko wnioski,bo za każdym razem była to jednak nie tylko wina psa.Owszem mógł nie zaatakować ,ale ja też mogłem inaczej czyli "nie dać powodu do ataku".
Wiem że tym wywodem wywołuję bardzo trudny temat,który nie sposób ogarnąć jednym zdaniem,ale nie znaczy to że temat nie istnieje.
Żeby nie utracić tematycznej spójności powiem tylko że trudno jest decydować kiedy zdażenia dzieją się w czasie rzeczywistym ,często działa tzw automatyzm ,nawyki z przeszłości,złe lub dobre doświadczenia, i w momencie podejmowania decyzji mi zawsze towarzyszy strach czasem tylko obawa a niekiedy niepewnośc (ile uczuć ???Huh Smile ) czy to jest dobry wybór.
I dopiero życie -z pewnej perspektywy weryfikuje to co zrobiłem i z tą weryfikacją bywa też tak że coś z pozoru dobre po czasie okazuje się nie takie jak w przewidywaniach, no ale "......... ??? a karawana idzie dalej"
Tu nie chciałem się wymądrzać -ja od jakiegoś czasu tak podchodzę do życia SmileSmileSmile
Stron: 1 2 3 4 5 6 7
Przekierowanie