Bardzo dobry artykuł nie tylko dla współuzależnionych ale też dla DDA/DDD i wielu innych osób, które doświadczały bezsilności rodzica jako zadania dla siebie.
Alex mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że oddzieliłam Twoja wypowiedź od wątku, w którym ją napisałaś - tak jest łatwiej ją znaleźć.
W ogóle zachęcam wszystkich do zakładania nowych wątków, wielostronicowe wątki są trudne w nawigacji.
Oczywiście, nie mam nic przeciwko

Coś czuję, że razem z dziewczynami trochę ostatnio bałaganimy na forum

Ja postaram się trochę zdyscyplinować.
Strasznie mi głupio zakładać ciągle nowe tematy, dlatego wypowiadam się w tych już istniejących. Postaram się być grzeczniejsza.

Już zmieniłam nazwę jednego tematu w dziale dla DDA na "relacje z rodzicami". Zapędziłam się tam troszkę, i zeszło na jakieś okrutne wspomnienia. Ten nowy temat lepiej tam pasuje.
Cieszę się z tego Waszego "bałaganienia" ;-) To znaczy, że forum żyje a na tym mi zależy bardziej niż na porządku - tu nie muzeum ;-)
Jak się uda pilnować tematów to dobrze, a jak się nie uda to trudno - nie chciałabym aby ktoś nie korzystał z forum w obawie, że naruszy idealny porządek pionowych i poziomych linii tabeli.
Alex, świetny artykuł wynalazłaś. Jest w nim duużo prawdy, niestety. Czułam się trochę, jakbym czytała o swojej rodzinie. Zawsze stałam po stronie mamy i często też taki zarzut słyszałam od ojca. Dziś relacje z nim są bardzo słabe, kruche, w zasadzie mało ukształtowane. Teraz jednak coś we mnie pękło i staram się odciąć od tego wszystkiego i nie stać po niczyjej stronie, chociaż oczywiście jak mam nie słuchać, kiedy któryś z rodziców mówi mi coś na tego drugiego? Ostatnio wybuchnęłam, że mam dosyć i wyszłam. Trudno sobie z tym wszystkim poradzić

Ja też niestety znam to z autopsji. U mnie to było w postaci ekstremalnej - byłam matką mojej matki, przynajmniej w sensie emocjonalnym. Byłam balsamem na brak matki w dzieciństwie, nieudanego małżonka, brak jakiejkolwiek przyjaciółki. Bardzo wcześnie zostałam obarczona sprawami, które w ogóle nie powinny trafić do mojej świadomości. Nie mogłam kochać ojca, bo to oznaczałoby wybór między mną a matką - wybrałam matkę. Dla mojej matki oczywiste jest to, że ja egzystuję tylko dla niej, musiała być dla mnie najważniejszą osobą w życiu. A i tak zawsze słyszałam, że jestem podłą egoistką. Kiedy zaczęłam dojrzewać do wyrwania się z tej chorej zależności, pamiętam, że zarzuciła mi np, że zniszczyłam naszą przyjaźń. Ja się wtedy zaczęłam zastanawiać nad tą "przyjaźnią" i o mało nie spadłam z krzesła jak sobie uzmysłowiłam jak to wyglądało - długie godziny spędzone razem, spędzone oczywiście na wysłuchiwaniu jej, o mnie i moich sprawach nigdy nie rozmawiałyśmy. Byłam niemalże uprzedmiotowiona w tym wszystkim. Niedawno była taka sytuacja: miałam strasznego doła, jakieś problemy wtedy, a moja matka miała świetny nastrój i ochotę na żarty, coś zaczęła opowiadać. Ja jej na to, że niestety nie jestem w nastroju, a ona z wielkim żalem i pretensjami, że biedna nie może sobie pożartować ze mną, normalnie jak ja śmiem nie być w nastroju, kiedy ona tego potrzebuje - ta sytuacja najlepiej obrazuje równowagę brania/dawania w tej relacji...
U nas wyglądało to trochę inaczej. To moja siostra była takim pocieszycielem mojej matki. Pamiętam, że matka nawet się chwaliła znjomym, że mojej siostrze to można wszystko powiedzieć, bo ona rozumie. Często byłam przy tych ich rozmowach. Matka mówiła wtedy do nas obu, ale chciała poznać zdanie tylko moej siostry. Zapewne to dlatego, że bardzo wcześnie moją matke rozszyfrowałam, i po prostu nie odzywałam się, bo wiedziałam, ze nie jest aż taka ofiarą jaką z siebie robi.
Mycha wróciła i od razu milionpięćsetstodziewieńcset postów wszystkie nabiłyśmy.

Ela przyjdzie i nie da rady tego ogarnąć hyhyhy.
No tak, Twoja matka Alex przyzwyczaiła się, że powinnaś być zawsze dla niej i tylko dla niej, na każde jej zawołanie. W tym wszystkim nie było miejsca dla Ciebie, Twoich potrzeb, marzeń czy problemów.
Dziecko nigdy nie powinno być wykorzystywane do podziałów między rodzicami czy do walki między nimi, ani też nastawiane przeciwko drugiemu.
Żeby było jasne, ja nie winię swojej matki, bardzo ją kocham i wiem, że tylko ona zawsze o mnie dbała, tylko ją interesowało co się ze mną dzieje i tylko dzięki niej to całe bagno jakoś trzymało się kupy. Po prostu po tych wszystkich latach czuję się rozdarta; jak jakiś wóz ciągnięty przez dwa konie, z których każdy chce iść w zupełnie inną stronę.