<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Strona główna - Wszystkie działy]]></title>
		<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/</link>
		<description><![CDATA[Strona główna - http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum]]></description>
		<pubDate>Sat, 04 Feb 2012 19:05:59 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[prosze pomóżcie mi bo się rozpadam przez niego.]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=944</link>
			<pubDate>Sat, 28 Jan 2012 21:28:42 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=944</guid>
			<description><![CDATA[Witam,<br />
Dziś postanowiłam pierwszy raz poprosić o pomoc i rade. Mam wrażenie że jestem w zamkniętym kręgu ponieważ mój ojciec jest alkoholikiem, a sama całe życie marzyłam żeby mieć kiedyś normalną rodzinę. Ale co znaczy normalna jak to zrobić kiedy mój chłopak pije.. te ponad 3 lata temu sama do niego zagadałam wydawałoby się, że większe szczęście mnie nie mogło spotkać. Byłam tak zaślepiona że nie widziałam tych jego wyjść z kolegami i imprez. Oszukiwania co krok. Cały czas byłam wsparciem w jego ciężkich chwilach. Za to on odwdzięczał się tym samym piciem. Nadal go kocham ale jak wspominam to co mi robił to że jak kiedyś miałam studniówkę a on wypił przed nic mi nie mówiąc i potem załatwił się tak że od 22 bawiłam  się sama. Po tym wydarzeniu rozstałam się z nim. A on wyobraźcie sobie mnie obwiniał że kazałam go zabrać do domu. Kiedy zrozumiał albo i nie wiele razy mnie przepraszał prosił obiecywał wkońcu się zgodziłam. Poszedł do nowej pracy. Byłam szczęśliwa że się zmieni a on co.. za każdym razem jak miał wolne i na popołudnie następnego dnia pił. Udawałam przed sobą że nic się nie dzieje aż do dnia kiedy zrozumiałam że on nie pije już kilku piw.Tylko sam siada i pije drinki..sam pił siedząc z mamą w domu a ona nic nie mówiła. Ostatnio stwierdził że ma problem około tygodnia temu powiedział że więcej nie będzie pił alkoholu bo mu na mnie zależy. I co.. dziś znów pił drinki, mało tego zarzekał się na Boga na wszystko że nie wypił nic a ja nacierałam wkońcu wiem kiedy pije. I co ja mam zrobić kocham go i nie wyobrażam życia bez niego ale jak mam mu pomóc? Jak mam pomóc kiedy on cały czas kłamie? Co kazać mu przysięgać czy iść na terapie? Błagam pomóżcie mi nakierujcie bo sama nie wiem co mam zrobić.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam,<br />
Dziś postanowiłam pierwszy raz poprosić o pomoc i rade. Mam wrażenie że jestem w zamkniętym kręgu ponieważ mój ojciec jest alkoholikiem, a sama całe życie marzyłam żeby mieć kiedyś normalną rodzinę. Ale co znaczy normalna jak to zrobić kiedy mój chłopak pije.. te ponad 3 lata temu sama do niego zagadałam wydawałoby się, że większe szczęście mnie nie mogło spotkać. Byłam tak zaślepiona że nie widziałam tych jego wyjść z kolegami i imprez. Oszukiwania co krok. Cały czas byłam wsparciem w jego ciężkich chwilach. Za to on odwdzięczał się tym samym piciem. Nadal go kocham ale jak wspominam to co mi robił to że jak kiedyś miałam studniówkę a on wypił przed nic mi nie mówiąc i potem załatwił się tak że od 22 bawiłam  się sama. Po tym wydarzeniu rozstałam się z nim. A on wyobraźcie sobie mnie obwiniał że kazałam go zabrać do domu. Kiedy zrozumiał albo i nie wiele razy mnie przepraszał prosił obiecywał wkońcu się zgodziłam. Poszedł do nowej pracy. Byłam szczęśliwa że się zmieni a on co.. za każdym razem jak miał wolne i na popołudnie następnego dnia pił. Udawałam przed sobą że nic się nie dzieje aż do dnia kiedy zrozumiałam że on nie pije już kilku piw.Tylko sam siada i pije drinki..sam pił siedząc z mamą w domu a ona nic nie mówiła. Ostatnio stwierdził że ma problem około tygodnia temu powiedział że więcej nie będzie pił alkoholu bo mu na mnie zależy. I co.. dziś znów pił drinki, mało tego zarzekał się na Boga na wszystko że nie wypił nic a ja nacierałam wkońcu wiem kiedy pije. I co ja mam zrobić kocham go i nie wyobrażam życia bez niego ale jak mam mu pomóc? Jak mam pomóc kiedy on cały czas kłamie? Co kazać mu przysięgać czy iść na terapie? Błagam pomóżcie mi nakierujcie bo sama nie wiem co mam zrobić.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[co mam robic?]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=943</link>
			<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 22:00:46 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=943</guid>
			<description><![CDATA[Witam<br />
Jestem z chlopakiem od dluzszego czasu i niestety on ma problem z alkoholem.<br />
Nie upija sie codziennie ale jak juz zacznie to nie moze przestac. Jak jednego dnia sie upije na drugi zle sie bardzo czuje i mowi ze potrzebuje choc 1 piwa aby poczul sie lepiej, rozmawialm z lekarzem i powiedzial ze faktycznie jak sie tak zle czuje to mala dawka alkoholu moze pomoc ale problem w tym ze jak wypije jedno to zaraz siega po drugie. Srednio raz na miesiac wymyka mi sie spod kontroli i ucieka z domu aby sie upic i nie ma znaczenia czy pije sam czy pojdzie do kolegi, a czasami jak za duzo wypije siega tez po narkotyki.<br />
Jego picie wtedy trwa kilka dni, zdarza sie ze nie wraca do domu na noc.<br />
Dzisiaj po raz pierwszy posunal sie do takiego kroku ktory bardzo mnie zasmucil, mianowicie zabraklo mu pieniedzy na picie wiec wyjal wszystkie drobne oszczednosci ze skarbonki, pozniej jak juz je przepil poszedl zastawic swojego laptopa do komisu, za jakies marne grosze. Jak wwyszedl z domu ok 15 tak do tej pory go nie ma. Czesto bywa tak ze jak dzwonie do niego w trakcie takiej jego eskapady z domu wcale nei odbiera telefonu albo nawet go wylacza. martwie sie wtedy okropnie. Niedawno o malo co  nie dostal dyscyplinarki w pracy za to ze nie przyszedl do pracy, tym razem to napewno juz go zwolnia bo i dzisiaj nie byl i jutro nie pojdzie. A pije od wczoraj.<br />
kompletnie nie wiem co mam robic, jakis czas temu zapisal sie do psychologa, byl 2 czy 3 razy na spotkaniu ale stwierdzil ze to co mu lekarz mowi to on juz wie i ze nei potrzebuje takich spotkan, przestal chodzic. Dawno temu z tego co wiem zazywal Anticol ale to nie pomagalo.<br />
jestem bezsilna, on nie chce ze mna rozmawiac na ten temat i twierdzi ze nic zlego sie nei dzieje.<br />
Prosze doradzcie jak z taka osoba postepowac, od zlego towarzystwa i alkoholu nie jestem w stanie go przeciez odizolowac. A jak zabronie to zrobi na zlosc i pojdzie sie upic.<br />
Jestem zalamana bo pomimo jego pociagu do alkoholu wiem ze w gruncie rzeczy jest dobrym facetem, zalezy mi na nim i chce mu pomoc ale nei wiem jak.<br />
Pomozcie, prosze]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam<br />
Jestem z chlopakiem od dluzszego czasu i niestety on ma problem z alkoholem.<br />
Nie upija sie codziennie ale jak juz zacznie to nie moze przestac. Jak jednego dnia sie upije na drugi zle sie bardzo czuje i mowi ze potrzebuje choc 1 piwa aby poczul sie lepiej, rozmawialm z lekarzem i powiedzial ze faktycznie jak sie tak zle czuje to mala dawka alkoholu moze pomoc ale problem w tym ze jak wypije jedno to zaraz siega po drugie. Srednio raz na miesiac wymyka mi sie spod kontroli i ucieka z domu aby sie upic i nie ma znaczenia czy pije sam czy pojdzie do kolegi, a czasami jak za duzo wypije siega tez po narkotyki.<br />
Jego picie wtedy trwa kilka dni, zdarza sie ze nie wraca do domu na noc.<br />
Dzisiaj po raz pierwszy posunal sie do takiego kroku ktory bardzo mnie zasmucil, mianowicie zabraklo mu pieniedzy na picie wiec wyjal wszystkie drobne oszczednosci ze skarbonki, pozniej jak juz je przepil poszedl zastawic swojego laptopa do komisu, za jakies marne grosze. Jak wwyszedl z domu ok 15 tak do tej pory go nie ma. Czesto bywa tak ze jak dzwonie do niego w trakcie takiej jego eskapady z domu wcale nei odbiera telefonu albo nawet go wylacza. martwie sie wtedy okropnie. Niedawno o malo co  nie dostal dyscyplinarki w pracy za to ze nie przyszedl do pracy, tym razem to napewno juz go zwolnia bo i dzisiaj nie byl i jutro nie pojdzie. A pije od wczoraj.<br />
kompletnie nie wiem co mam robic, jakis czas temu zapisal sie do psychologa, byl 2 czy 3 razy na spotkaniu ale stwierdzil ze to co mu lekarz mowi to on juz wie i ze nei potrzebuje takich spotkan, przestal chodzic. Dawno temu z tego co wiem zazywal Anticol ale to nie pomagalo.<br />
jestem bezsilna, on nie chce ze mna rozmawiac na ten temat i twierdzi ze nic zlego sie nei dzieje.<br />
Prosze doradzcie jak z taka osoba postepowac, od zlego towarzystwa i alkoholu nie jestem w stanie go przeciez odizolowac. A jak zabronie to zrobi na zlosc i pojdzie sie upic.<br />
Jestem zalamana bo pomimo jego pociagu do alkoholu wiem ze w gruncie rzeczy jest dobrym facetem, zalezy mi na nim i chce mu pomoc ale nei wiem jak.<br />
Pomozcie, prosze]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[witam, ]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=942</link>
			<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 21:45:55 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=942</guid>
			<description><![CDATA[Witam serdecznie wszystkich forumowiczow, mam nadzieje ze znajde na tym forum niezbedne wskazowki i wsparcie od osob ktore borykaja sie z takim samym problemem jak ja.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam serdecznie wszystkich forumowiczow, mam nadzieje ze znajde na tym forum niezbedne wskazowki i wsparcie od osob ktore borykaja sie z takim samym problemem jak ja.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[juz nie daje rady]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=941</link>
			<pubDate>Sat, 21 Jan 2012 15:48:56 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=941</guid>
			<description><![CDATA[&gt;&gt;witam mam na imię marco i od dłuższego czasu mam powazny problem z<br />
&gt;&gt;alkocholem mam 31 lat wszystko zaczeło sie po tym jak w 2003 roku zmarła<br />
&gt;&gt;mi konkubina wtedy zaczołem pić obwiniałem sie za to że nie dopilnowałej<br />
&gt;&gt;jest spraw zdrowotnych i zmarła na raka narządów rodnych po kilku<br />
&gt;&gt;miesiącach zmarł mój jedyny przyjaciel to mnie wtedy dobiło hlałem<br />
&gt;&gt;praktycznie dzien w dzien przez 6 miesiecy wtedy schydłem około 25 kg moze<br />
&gt;&gt;wiecej mało brakowało iż bym stracił prace i jedyne zrudło<br />
&gt;&gt;utrzymania jakoś wtedy dałem rade niepic lecz od czasu do czasu popijac w<br />
&gt;&gt;towarzystwie kilka lat temu a dokładnie jakies 4 lata temu wszedłem w<br />
&gt;&gt;towarzystwo homosexualne bardzo mi ono fascynowało przestałem zwracać<br />
&gt;&gt;uwagę na to co sie dzieje wokół mnie intertesowała mnie tylko dobra zabawa<br />
&gt;&gt;sex i alkochol dochodziło do tego ich moi psełdo przyjaciele okradali mnie z<br />
&gt;&gt;cennych żeczy jakie miałem w domu , 3 lata temu zdjagnozowano u mnie<br />
&gt;&gt;kardiologiczny zespułx chodziłem do psychiatry i<br />
&gt;&gt;jakos dawałem rade a gdy nie miałem siły wychodzic z domu to zawsze tylko<br />
&gt;&gt;wieczorami wychodziłem do sklepu tylko po jedno po alkochol i tak to trwa<br />
&gt;&gt;praktycznie do dziś nie potrafię normalnie poruszac sie w komunikacji<br />
&gt;&gt;miejskiej dostaję duszności i wpadam w panike wydaje mi sie ze sie dusze i<br />
&gt;&gt;zaraz umrę . 2 lata temu przeszedłem zatorowość płucną mam zakrzepice<br />
&gt;&gt;konczyn dolnych wtedy moje życie nabrało jeszcze wiekszego bezsensu i<br />
&gt;&gt;czasem jest tak ze niepotrafie opanowac sie przed<br />
&gt;&gt;chęcią wychlania wódki miałem czy też prubowałem stworzyc rodzine<br />
&gt;&gt;byłem w zwiazku 2 lata ale nie dało sie ukryć tego że popijam zabraniała mi<br />
&gt;&gt;alkocholu to kupowałem i chowałem w ruznych miejscach i doszło do tego ze<br />
&gt;&gt;wyprowadziłem sie z domu i wruciłem do domu w kturym mieszkam dodam<br />
&gt;&gt;jeszcze ze po śmierci mojej konkubiny bo jest to mieszkanie komunalne<br />
&gt;&gt;otrzymałem nakaz exmisji do nikat nieukrywam ze czasem mam ochotę<br />
&gt;&gt;skonczyć ze soba ale nadzieja czasem i rozsadek muwi mi dlaczego<br />
&gt;&gt;tak niszczę siebie i krzywdze nawet moich pupili bo mam psa i kota które<br />
&gt;&gt;kocham ponad własne życie . dodam ze byłem 2 razy w przychodni<br />
&gt;&gt;alkocholowej i powiedziano mi ze musze przyjśc na terapie grupowa wstydze<br />
&gt;&gt;się o tym muwic i widzę ze dna juz dotarłem a zapomiałem jeszcze dodac ze<br />
&gt;&gt;kilka lat temu przez to że wpadłem w  nietypowe towarzystwo byc moze to tez jakoś wpłyneło na moja psychikę nie chce aby to<br />
&gt;&gt;zabrzmiało jako tłumaczenie swojego chlania ale naprawde<br />
&gt;&gt;nie wiem co mam zrobic a dzis na necie znalazłem państwa strone i to co<br />
&gt;&gt;obejrzałem odzwierciedla to co sie ze mna dzieje niewiem czy jest dla mnie<br />
&gt;&gt;jakis ratunek i co dalej bedzie ale postanowiłem do państwa napisac moze to<br />
&gt;&gt;coś zmieni w moim zyciu sam nie wiem ale to czego chciał bym byc pewien ze<br />
&gt;&gt;przestac wpadac w menalcholie i nauczyć sie żyć bo naprawde nie potrafie a<br />
&gt;&gt;teraz juz wiem ze wszystko zniszczyłem chodz moze uda mi sie cos z tym<br />
&gt;&gt;zrobic by moze niepopełniac takich błedów<br />
&gt;&gt;jakie zrobiłem<br />
&gt;&gt;jesli jest jakaś szansa mi na pomoc prosze o podpowiedz<br />
&gt;&gt;bede bardzo wdzieczny marco]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[&gt;&gt;witam mam na imię marco i od dłuższego czasu mam powazny problem z<br />
&gt;&gt;alkocholem mam 31 lat wszystko zaczeło sie po tym jak w 2003 roku zmarła<br />
&gt;&gt;mi konkubina wtedy zaczołem pić obwiniałem sie za to że nie dopilnowałej<br />
&gt;&gt;jest spraw zdrowotnych i zmarła na raka narządów rodnych po kilku<br />
&gt;&gt;miesiącach zmarł mój jedyny przyjaciel to mnie wtedy dobiło hlałem<br />
&gt;&gt;praktycznie dzien w dzien przez 6 miesiecy wtedy schydłem około 25 kg moze<br />
&gt;&gt;wiecej mało brakowało iż bym stracił prace i jedyne zrudło<br />
&gt;&gt;utrzymania jakoś wtedy dałem rade niepic lecz od czasu do czasu popijac w<br />
&gt;&gt;towarzystwie kilka lat temu a dokładnie jakies 4 lata temu wszedłem w<br />
&gt;&gt;towarzystwo homosexualne bardzo mi ono fascynowało przestałem zwracać<br />
&gt;&gt;uwagę na to co sie dzieje wokół mnie intertesowała mnie tylko dobra zabawa<br />
&gt;&gt;sex i alkochol dochodziło do tego ich moi psełdo przyjaciele okradali mnie z<br />
&gt;&gt;cennych żeczy jakie miałem w domu , 3 lata temu zdjagnozowano u mnie<br />
&gt;&gt;kardiologiczny zespułx chodziłem do psychiatry i<br />
&gt;&gt;jakos dawałem rade a gdy nie miałem siły wychodzic z domu to zawsze tylko<br />
&gt;&gt;wieczorami wychodziłem do sklepu tylko po jedno po alkochol i tak to trwa<br />
&gt;&gt;praktycznie do dziś nie potrafię normalnie poruszac sie w komunikacji<br />
&gt;&gt;miejskiej dostaję duszności i wpadam w panike wydaje mi sie ze sie dusze i<br />
&gt;&gt;zaraz umrę . 2 lata temu przeszedłem zatorowość płucną mam zakrzepice<br />
&gt;&gt;konczyn dolnych wtedy moje życie nabrało jeszcze wiekszego bezsensu i<br />
&gt;&gt;czasem jest tak ze niepotrafie opanowac sie przed<br />
&gt;&gt;chęcią wychlania wódki miałem czy też prubowałem stworzyc rodzine<br />
&gt;&gt;byłem w zwiazku 2 lata ale nie dało sie ukryć tego że popijam zabraniała mi<br />
&gt;&gt;alkocholu to kupowałem i chowałem w ruznych miejscach i doszło do tego ze<br />
&gt;&gt;wyprowadziłem sie z domu i wruciłem do domu w kturym mieszkam dodam<br />
&gt;&gt;jeszcze ze po śmierci mojej konkubiny bo jest to mieszkanie komunalne<br />
&gt;&gt;otrzymałem nakaz exmisji do nikat nieukrywam ze czasem mam ochotę<br />
&gt;&gt;skonczyć ze soba ale nadzieja czasem i rozsadek muwi mi dlaczego<br />
&gt;&gt;tak niszczę siebie i krzywdze nawet moich pupili bo mam psa i kota które<br />
&gt;&gt;kocham ponad własne życie . dodam ze byłem 2 razy w przychodni<br />
&gt;&gt;alkocholowej i powiedziano mi ze musze przyjśc na terapie grupowa wstydze<br />
&gt;&gt;się o tym muwic i widzę ze dna juz dotarłem a zapomiałem jeszcze dodac ze<br />
&gt;&gt;kilka lat temu przez to że wpadłem w  nietypowe towarzystwo byc moze to tez jakoś wpłyneło na moja psychikę nie chce aby to<br />
&gt;&gt;zabrzmiało jako tłumaczenie swojego chlania ale naprawde<br />
&gt;&gt;nie wiem co mam zrobic a dzis na necie znalazłem państwa strone i to co<br />
&gt;&gt;obejrzałem odzwierciedla to co sie ze mna dzieje niewiem czy jest dla mnie<br />
&gt;&gt;jakis ratunek i co dalej bedzie ale postanowiłem do państwa napisac moze to<br />
&gt;&gt;coś zmieni w moim zyciu sam nie wiem ale to czego chciał bym byc pewien ze<br />
&gt;&gt;przestac wpadac w menalcholie i nauczyć sie żyć bo naprawde nie potrafie a<br />
&gt;&gt;teraz juz wiem ze wszystko zniszczyłem chodz moze uda mi sie cos z tym<br />
&gt;&gt;zrobic by moze niepopełniac takich błedów<br />
&gt;&gt;jakie zrobiłem<br />
&gt;&gt;jesli jest jakaś szansa mi na pomoc prosze o podpowiedz<br />
&gt;&gt;bede bardzo wdzieczny marco]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Witam! Mam probleem i nie wiem co dalej]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=940</link>
			<pubDate>Sun, 15 Jan 2012 20:07:26 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=940</guid>
			<description><![CDATA[Jestem 25 latkiem. Mam problem z piciem i nie bardzo wiem co robić. Mam strasznie pogmatwane życie i alkohol stał się dla mnie lekarstwem na zabijanie poczucie winy i rozwiązywanie problemów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Jestem 25 latkiem. Mam problem z piciem i nie bardzo wiem co robić. Mam strasznie pogmatwane życie i alkohol stał się dla mnie lekarstwem na zabijanie poczucie winy i rozwiązywanie problemów.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[proszę o odpowiedź..]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=939</link>
			<pubDate>Thu, 12 Jan 2012 20:17:11 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=939</guid>
			<description><![CDATA[Witam , mam na imie Zuzanna. Pić zaczęłam w liceum. mieszkanie wynajmowałam, gdyż do liceum chodziłam w miescie oddalonym od swojego o 100 km, wiec nie miałam częstego kontaktu z matką. to nie były doże ilości alkoholu i nie często spożywane, co któryś weekend na imprezie ze znajomymi. Wtedy nie było z tym żadnego problemu byłam młoda nie zastanawiałam się nad takimi rzeczami jak alkoholizm, poza tym nie potrzebowałam alkoholu.  później poszłam na studia, dalej wynajmowałam mieszkanie z kolegom. no i wtedy się troche zagalopowałam, bo piłam codziennie i w dużych ilościach, była nawet sytuacja gdy byłam chora a nie przeszkadzało mi to w piciu wódki leżąc z gorączką w łóżku. sama doszlam do tego, że przesadzam. po jakimś czasie zrezygnowałam ze studiów i wróciłam do swojego rodzinnego miasta, nie z powodu alkoholu. mieszkam już tu pół roku, przygotowuje sie do kolejnego podejscia na studia, ASP. nie widziałam żadnego problemu przestałam tyle pić. pije 1 lub 2 piwa dziennie, głównie zwykłe reddsy, czasem normalne piwa, tylko wieczorkiem. badzo lubie smak piwa. w weekendy pije do 3 piw. na imprezach pije jednak wódke lub gin. i byloby tak dalej gdyby nie moja matka, to przez nią zaczelam sie zastanawiac czy nie mam problemu. codziennie powtarza mi ze jestem alkoholiczka. rozumiem, martwi się, ale ja zawsze wychodziłam z założenia, że wszystko jest dla ludzi. no i zaczełam sie zastanawiać. dostrzegłam objawy takie jak to, że pije w samotności, no i prawie codziennie. pewnie mogłabym przestać pić na kilka dni, ale naprawde lubie smak alkoholi... właściwie założyłam ten wątek ze względu na moją matke, ja sama nie czuje, że chciałabym przestać pić, za bardzo to lubie, ale nie jestem pewna czy ona nie ma racji... sama nie wiem co mam myśleć... wiem, że jak nie ja, to nikt za mnie zadnej decyzji nie podejmie... ale czy picie takie które ja praktykuje, to już naprawde uzależnienie od alkoholu? np jedno piwo dziennie w domu i picie na imprezach? wiem, że grubo przesadzałam jeszcze jakiś czas temu, ale teraz jest już lepiej, pije mniej... nie wiem co mam sama myśleć. w sumie nie proszę o pomoc, prosze o to aby ktoś trzeci wypowiedział się na ten temat...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam , mam na imie Zuzanna. Pić zaczęłam w liceum. mieszkanie wynajmowałam, gdyż do liceum chodziłam w miescie oddalonym od swojego o 100 km, wiec nie miałam częstego kontaktu z matką. to nie były doże ilości alkoholu i nie często spożywane, co któryś weekend na imprezie ze znajomymi. Wtedy nie było z tym żadnego problemu byłam młoda nie zastanawiałam się nad takimi rzeczami jak alkoholizm, poza tym nie potrzebowałam alkoholu.  później poszłam na studia, dalej wynajmowałam mieszkanie z kolegom. no i wtedy się troche zagalopowałam, bo piłam codziennie i w dużych ilościach, była nawet sytuacja gdy byłam chora a nie przeszkadzało mi to w piciu wódki leżąc z gorączką w łóżku. sama doszlam do tego, że przesadzam. po jakimś czasie zrezygnowałam ze studiów i wróciłam do swojego rodzinnego miasta, nie z powodu alkoholu. mieszkam już tu pół roku, przygotowuje sie do kolejnego podejscia na studia, ASP. nie widziałam żadnego problemu przestałam tyle pić. pije 1 lub 2 piwa dziennie, głównie zwykłe reddsy, czasem normalne piwa, tylko wieczorkiem. badzo lubie smak piwa. w weekendy pije do 3 piw. na imprezach pije jednak wódke lub gin. i byloby tak dalej gdyby nie moja matka, to przez nią zaczelam sie zastanawiac czy nie mam problemu. codziennie powtarza mi ze jestem alkoholiczka. rozumiem, martwi się, ale ja zawsze wychodziłam z założenia, że wszystko jest dla ludzi. no i zaczełam sie zastanawiać. dostrzegłam objawy takie jak to, że pije w samotności, no i prawie codziennie. pewnie mogłabym przestać pić na kilka dni, ale naprawde lubie smak alkoholi... właściwie założyłam ten wątek ze względu na moją matke, ja sama nie czuje, że chciałabym przestać pić, za bardzo to lubie, ale nie jestem pewna czy ona nie ma racji... sama nie wiem co mam myśleć... wiem, że jak nie ja, to nikt za mnie zadnej decyzji nie podejmie... ale czy picie takie które ja praktykuje, to już naprawde uzależnienie od alkoholu? np jedno piwo dziennie w domu i picie na imprezach? wiem, że grubo przesadzałam jeszcze jakiś czas temu, ale teraz jest już lepiej, pije mniej... nie wiem co mam sama myśleć. w sumie nie proszę o pomoc, prosze o to aby ktoś trzeci wypowiedział się na ten temat...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Witam]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=935</link>
			<pubDate>Sat, 07 Jan 2012 18:44:40 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=935</guid>
			<description><![CDATA[Witam, mam na imię Justyna, mam 22 lata. Jestem DDA. To mój pierwszy krok w szukaniu profesjonalnej (mniej lub bardziej) pomocy. Moja mama jest alkoholiczką. Oczywiście wg niej wszystko jest w porządku, a ja się niepotrzebnie czepiam... Chcę jej pomóc ale brakuje mi już argumentów, ona oczywiście nie chce słyszeć o żadnej terapii, a mi bywa czasami tak ciężko, że zapominam jak się oddycha nie mówiąc już o wstaniu z łóżka...<br />
Mam nadzieję, że znajdę tutaj wsparcie. Pozdrawiam <img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam, mam na imię Justyna, mam 22 lata. Jestem DDA. To mój pierwszy krok w szukaniu profesjonalnej (mniej lub bardziej) pomocy. Moja mama jest alkoholiczką. Oczywiście wg niej wszystko jest w porządku, a ja się niepotrzebnie czepiam... Chcę jej pomóc ale brakuje mi już argumentów, ona oczywiście nie chce słyszeć o żadnej terapii, a mi bywa czasami tak ciężko, że zapominam jak się oddycha nie mówiąc już o wstaniu z łóżka...<br />
Mam nadzieję, że znajdę tutaj wsparcie. Pozdrawiam <img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pomoc online?]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=934</link>
			<pubDate>Mon, 02 Jan 2012 13:32:34 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=934</guid>
			<description><![CDATA[Witam.Chcialam zapytac czy mozna uzyskac pomoc online?Od prawie 3 lat mieszkam za granica,a nie potrafie poradzic sobie z piciem.Nie wybieram sie tutaj do lekarza.Nie ma takiej opcji.Bardzo prosze o informacje.Pozdrawiam wszystkich]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam.Chcialam zapytac czy mozna uzyskac pomoc online?Od prawie 3 lat mieszkam za granica,a nie potrafie poradzic sobie z piciem.Nie wybieram sie tutaj do lekarza.Nie ma takiej opcji.Bardzo prosze o informacje.Pozdrawiam wszystkich]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jak rozmawiać?]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=933</link>
			<pubDate>Wed, 28 Dec 2011 22:07:42 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=933</guid>
			<description><![CDATA[Witam, jestem pierwszy raz na forum. wczoraj dowiedziałam się, że mój partner praktycznie codziennie pije. Nie mieszkamy razem, oboje jesteśmy po przejściach, nawzajem sobie w przejściu tych przejść pomagaliśmy, oboje z dziećmi. Wiedziałam że miał problem z alkoholem ale znamy się już kilka lat i wiedziałam że nie pije. Ostatnie miesiące dały mi do myślenia-a to odebrać go z jakiejś imprezy, a to wieczorem nie mógł zasnąć więc piwko- ale tylko jedno oczywiście. To mówił sam. 3 tygodnie temu przyszedł do mnie w nocy kompletnie pijany. Potem obiecywanie i przepraszanie po 100 razy. Ok. Jestem abstynentką z wyboru od lat, dla zasady nie jem nawet czekoladek z alkoholem, po eksmisji byłego męża nie toleruję picia alkoholu w moim domu, po prostu i już. Już od jakiegoś czasu mój partner zaczął jakieś dziwne rozmowy typu- po pracy to normalne że człowiek musi się odstresować. Mówiłam co o tym myślę i na tym się kończyło. Wczoraj jego syn oświecił mnie i prosił o pomoc. Facet pije praktycznie codziennie do bełkotu, bywa agresywny. Ja tego nie widzę bo przychodzi po pracy i jest zmęczony ale trzeźwy i wraca do siebie. Święta spędził u mnie, po czym jak tylko wrócił do domu to się upił. Mamy iść na sylwestra- stwierdził, że on nie będzie pił jeśli ja się napiję, bo przecież ktoś musi kierować... Poczułam, że wkręca mnie w coś, przerzuca odpowiedzialnośc na mnie. A poza tym uświadomiłam sobie, że nieświadomie pomagałam mu w piciu- załatwiałam za niego sprawy, bo on już taki zmęczony po pracy, leczyłam gdy chory na dziwną chroniczną chorobę. Gdzie moje czujne oczy???Postanowiliśmy z jego synem porozmawiać na ten temat z nim. Tylko nie wiem jak to zrobić bo- sądzę, że w żadnym wypadku nie przyzna sie do problemu, to ze mną coś nie tak. Boje się stawiać ultimatum. Nie mam zamiaru tego zostawić bo zalezy mi na nim... Ale nie pozwolę żeby ktoś znów usiłował zniszczyć mi i dzieciom życie. Może ktoś coś podpowie...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam, jestem pierwszy raz na forum. wczoraj dowiedziałam się, że mój partner praktycznie codziennie pije. Nie mieszkamy razem, oboje jesteśmy po przejściach, nawzajem sobie w przejściu tych przejść pomagaliśmy, oboje z dziećmi. Wiedziałam że miał problem z alkoholem ale znamy się już kilka lat i wiedziałam że nie pije. Ostatnie miesiące dały mi do myślenia-a to odebrać go z jakiejś imprezy, a to wieczorem nie mógł zasnąć więc piwko- ale tylko jedno oczywiście. To mówił sam. 3 tygodnie temu przyszedł do mnie w nocy kompletnie pijany. Potem obiecywanie i przepraszanie po 100 razy. Ok. Jestem abstynentką z wyboru od lat, dla zasady nie jem nawet czekoladek z alkoholem, po eksmisji byłego męża nie toleruję picia alkoholu w moim domu, po prostu i już. Już od jakiegoś czasu mój partner zaczął jakieś dziwne rozmowy typu- po pracy to normalne że człowiek musi się odstresować. Mówiłam co o tym myślę i na tym się kończyło. Wczoraj jego syn oświecił mnie i prosił o pomoc. Facet pije praktycznie codziennie do bełkotu, bywa agresywny. Ja tego nie widzę bo przychodzi po pracy i jest zmęczony ale trzeźwy i wraca do siebie. Święta spędził u mnie, po czym jak tylko wrócił do domu to się upił. Mamy iść na sylwestra- stwierdził, że on nie będzie pił jeśli ja się napiję, bo przecież ktoś musi kierować... Poczułam, że wkręca mnie w coś, przerzuca odpowiedzialnośc na mnie. A poza tym uświadomiłam sobie, że nieświadomie pomagałam mu w piciu- załatwiałam za niego sprawy, bo on już taki zmęczony po pracy, leczyłam gdy chory na dziwną chroniczną chorobę. Gdzie moje czujne oczy???Postanowiliśmy z jego synem porozmawiać na ten temat z nim. Tylko nie wiem jak to zrobić bo- sądzę, że w żadnym wypadku nie przyzna sie do problemu, to ze mną coś nie tak. Boje się stawiać ultimatum. Nie mam zamiaru tego zostawić bo zalezy mi na nim... Ale nie pozwolę żeby ktoś znów usiłował zniszczyć mi i dzieciom życie. Może ktoś coś podpowie...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Alkoholowy problem...]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=932</link>
			<pubDate>Wed, 28 Dec 2011 19:17:03 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=932</guid>
			<description><![CDATA[Witam Wszystkich. Mam 20 lat i jestem alkoholikiem. Początkowo bagatelizowałem problem, jednak 'z picia na picie' utwierdzam się jeszcze bardziej w przekonaniu, że jestem uzależniony. Na piwo przeważnie wybieram się ze znajomymi z klasy i tu pierwsza myśl- 99,9% tych wypadów inicjuje ja...  Mimo tego, że jednych lubię mniej, drugich bardziej to nie ma dla mnie zbytnio znaczenia z kim się na alkoholową integrację wybiorę. Następnym problemem u mnie są pieniądze i ile ich zabiorę... Staram się nie brać ich zbyt dużo bo wiem, że albo odlecę ja, albo mój portfel. Jak już się pieniążki skończą to zaczynam pożyczać...<br />
Nie potrafię w przeciwieństwie do znacznej większości swoich znajomych sobie odmówić, żeby tego było mało później staram się ich nakłonić, żeby też dalej pili. Żenada. Nie pamiętam sytuacji, żebym wypił mniej, ba  nie mogę sobie przypomnieć dnia kiedy wypiłem tyle samo co oni, zawsze trochę więcej, nie raz jako jedyny kończyłem zalany w trupa <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> Wypady choćby na kręgle stanowią dla mnie tylko pretekst do napicia się. Ostatnio zauważyłem, że coraz częściej pije sam w domu. Nieważne jaki to dzień, jaka to pora, wystarczy, że natrafi się okazja. Bezsensownymi stały się dla mnie spotkania z kolegami ot tak bez alkoholu. Zawsze muszę mieć ze sobą<br />
jakieś piwo, nawet jeśli nikt oprócz mnie nie pije. Coraz częściej na drugi dzień po popijawie mam luki w pamięci, nie potrafię sobie przypomnieć<br />
powrotu do domu na dodatek ten kac moralny. Bo gadałem głupoty, bo robiłem głupoty, poczucie beznadziei i wstyd... Mimo to schemat się powtarza i widzę, że jest coraz gorzej. Ciężko mi się rozmawia bez alkoholu. Odmówiłem już sobie studniówki, bo wiem jak to by się skończyło, a dość już mam wstydu przed znajomymi, żeby jeszcze robić z siebie  przed nauczycielami... Wszystkie stany, emocje, uczucia, czy to radość,smutek, czy depresja prowadzą mnie do alkoholu. Jest mi już najzwyczajniej w świecie wstyd o to co sobą aktualnie reprezentuję, widzę, że jest coraz gorzej. Pozdrawiam Wszystkich i życzę siły i wytrwałości w walce z alkoholową pokusą.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam Wszystkich. Mam 20 lat i jestem alkoholikiem. Początkowo bagatelizowałem problem, jednak 'z picia na picie' utwierdzam się jeszcze bardziej w przekonaniu, że jestem uzależniony. Na piwo przeważnie wybieram się ze znajomymi z klasy i tu pierwsza myśl- 99,9% tych wypadów inicjuje ja...  Mimo tego, że jednych lubię mniej, drugich bardziej to nie ma dla mnie zbytnio znaczenia z kim się na alkoholową integrację wybiorę. Następnym problemem u mnie są pieniądze i ile ich zabiorę... Staram się nie brać ich zbyt dużo bo wiem, że albo odlecę ja, albo mój portfel. Jak już się pieniążki skończą to zaczynam pożyczać...<br />
Nie potrafię w przeciwieństwie do znacznej większości swoich znajomych sobie odmówić, żeby tego było mało później staram się ich nakłonić, żeby też dalej pili. Żenada. Nie pamiętam sytuacji, żebym wypił mniej, ba  nie mogę sobie przypomnieć dnia kiedy wypiłem tyle samo co oni, zawsze trochę więcej, nie raz jako jedyny kończyłem zalany w trupa <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> Wypady choćby na kręgle stanowią dla mnie tylko pretekst do napicia się. Ostatnio zauważyłem, że coraz częściej pije sam w domu. Nieważne jaki to dzień, jaka to pora, wystarczy, że natrafi się okazja. Bezsensownymi stały się dla mnie spotkania z kolegami ot tak bez alkoholu. Zawsze muszę mieć ze sobą<br />
jakieś piwo, nawet jeśli nikt oprócz mnie nie pije. Coraz częściej na drugi dzień po popijawie mam luki w pamięci, nie potrafię sobie przypomnieć<br />
powrotu do domu na dodatek ten kac moralny. Bo gadałem głupoty, bo robiłem głupoty, poczucie beznadziei i wstyd... Mimo to schemat się powtarza i widzę, że jest coraz gorzej. Ciężko mi się rozmawia bez alkoholu. Odmówiłem już sobie studniówki, bo wiem jak to by się skończyło, a dość już mam wstydu przed znajomymi, żeby jeszcze robić z siebie  przed nauczycielami... Wszystkie stany, emocje, uczucia, czy to radość,smutek, czy depresja prowadzą mnie do alkoholu. Jest mi już najzwyczajniej w świecie wstyd o to co sobą aktualnie reprezentuję, widzę, że jest coraz gorzej. Pozdrawiam Wszystkich i życzę siły i wytrwałości w walce z alkoholową pokusą.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pogubiłam się…]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=931</link>
			<pubDate>Wed, 28 Dec 2011 00:01:02 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=931</guid>
			<description><![CDATA[Witam! Jestem nowa na forum, szukam pomocy i nie bardzo wiem nawet jakiej i gdzie. Czuję, że coś muszę zrobić z moim życiem, bo mam malutką córeczkę, za którą odpowiadam i którą bardzo kocham. Mój mąż i ja jesteśmy małżeństwem od ponad dwóch lat. Przed ślubem zdawałam sobie sprawę, że mąż lubi od czasu do czasu wypić piwo, ale nie myślałam nigdy, że może być z tego taki problem. Po ślubie mąż przez kilka miesięcy codziennie wypijał 6 piw (często mocnych). Po moich namowach i prośbach obniżył ich ilość do 4. I tak jest do dzisiaj. Obojętnie, jaki to dzień tygodnia – 4 piwa obowiązkowe. Od czasu do czasu również whisky (choć rzadko), bardzo okazyjnie wódka (wesele, urodziny itp.). Mąż jest dość postawny, więc nie jest tak, że codziennie jest kompletnie pijany (aż tak te 4 piwa na niego nie działają), ale jest, jak się to mówi, „wypity”. Kilka razy (w ciągu tych dwóch lat) wrócił do domu naprawdę pijany (po spotkaniach z kolegami), poza tym pije tylko w domu. Nazywa siebie „smakoszem”, zbiera kapsle z piwa (takie bardziej oryginalne) i etykiety. Raz na 1-2 tygodnie zdarza się dzień, kiedy mąż nie pije. Ma stresującą pracę i twierdzi, że wieczorem musi się odstresować. Uważam, że jest alkoholikiem, a w najlepszym razie jest na drodze do alkoholizmu. Za nic w świecie nie chce przyjąć tego do wiadomości – wręcz przeciwnie, uważa, że to ja powinnam się leczyć i mówi, że nie jestem normalna, że „schizuję”. Do „schiza” absolutnie się przyznaję – mój ojciec jest alkoholikiem. Zaczął pić, kiedy miałam ok. 16-17 lat. Do ślubu mieszkałam z rodzicami – naoglądałam się dość, napłakałam dość, ale nie chcę tu o tym pisać. Mąż uważa, że z powodu mojej sytuacji w domu wyolbrzymiam jego poczynania, które przecież wg niego problemem nie są. Nie wiem, co robić, nie wiem, jak z nim rozmawiać. Nie wyobrażam sobie, że moja córeczka ma codziennie oglądać takiego tatę i wysłuchiwać bzdur o tym, jakie piwo jest super. Chciałabym też pomóc mojemu tacie, ale to już jest poważniejszy problem i zupełnie nie czuję się na siłach… Proszę, poradźcie, powiedzcie przynajmniej, ze nie jestem nienormalna, bo naprawdę gubię się bardzo… Nie wiem już sama, ile można wypić, ile nie, co jest normalne, a co nie. Kiedy czytam o objawach współuzależnienia, odnajduję je u siebie, ale za bardzo czuję się sama z tym wszystkim i naprawdę nie wiem, dokąd zwrócić się o pomoc.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam! Jestem nowa na forum, szukam pomocy i nie bardzo wiem nawet jakiej i gdzie. Czuję, że coś muszę zrobić z moim życiem, bo mam malutką córeczkę, za którą odpowiadam i którą bardzo kocham. Mój mąż i ja jesteśmy małżeństwem od ponad dwóch lat. Przed ślubem zdawałam sobie sprawę, że mąż lubi od czasu do czasu wypić piwo, ale nie myślałam nigdy, że może być z tego taki problem. Po ślubie mąż przez kilka miesięcy codziennie wypijał 6 piw (często mocnych). Po moich namowach i prośbach obniżył ich ilość do 4. I tak jest do dzisiaj. Obojętnie, jaki to dzień tygodnia – 4 piwa obowiązkowe. Od czasu do czasu również whisky (choć rzadko), bardzo okazyjnie wódka (wesele, urodziny itp.). Mąż jest dość postawny, więc nie jest tak, że codziennie jest kompletnie pijany (aż tak te 4 piwa na niego nie działają), ale jest, jak się to mówi, „wypity”. Kilka razy (w ciągu tych dwóch lat) wrócił do domu naprawdę pijany (po spotkaniach z kolegami), poza tym pije tylko w domu. Nazywa siebie „smakoszem”, zbiera kapsle z piwa (takie bardziej oryginalne) i etykiety. Raz na 1-2 tygodnie zdarza się dzień, kiedy mąż nie pije. Ma stresującą pracę i twierdzi, że wieczorem musi się odstresować. Uważam, że jest alkoholikiem, a w najlepszym razie jest na drodze do alkoholizmu. Za nic w świecie nie chce przyjąć tego do wiadomości – wręcz przeciwnie, uważa, że to ja powinnam się leczyć i mówi, że nie jestem normalna, że „schizuję”. Do „schiza” absolutnie się przyznaję – mój ojciec jest alkoholikiem. Zaczął pić, kiedy miałam ok. 16-17 lat. Do ślubu mieszkałam z rodzicami – naoglądałam się dość, napłakałam dość, ale nie chcę tu o tym pisać. Mąż uważa, że z powodu mojej sytuacji w domu wyolbrzymiam jego poczynania, które przecież wg niego problemem nie są. Nie wiem, co robić, nie wiem, jak z nim rozmawiać. Nie wyobrażam sobie, że moja córeczka ma codziennie oglądać takiego tatę i wysłuchiwać bzdur o tym, jakie piwo jest super. Chciałabym też pomóc mojemu tacie, ale to już jest poważniejszy problem i zupełnie nie czuję się na siłach… Proszę, poradźcie, powiedzcie przynajmniej, ze nie jestem nienormalna, bo naprawdę gubię się bardzo… Nie wiem już sama, ile można wypić, ile nie, co jest normalne, a co nie. Kiedy czytam o objawach współuzależnienia, odnajduję je u siebie, ale za bardzo czuję się sama z tym wszystkim i naprawdę nie wiem, dokąd zwrócić się o pomoc.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jak się nie bać zachować asertywnie?]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=930</link>
			<pubDate>Tue, 27 Dec 2011 22:39:43 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=930</guid>
			<description><![CDATA[Jako DDA mam duży problem z asertywnością, właściwie dopiero uczę się zachowywać w ten sposób. Rozmawiałam dziś z koleżanką o jej zachowaniu względem pewnej jej bliskiej osoby i uświadomiłam sobie, że nie potrafię wcielić w życie wiedzy na temat asertywnego zachowania ze względu na to, że mnie takie zachowanie kojarzy się ze sprawianiem komuś bólu.<br />
Usłyszałam od koleżanki, że ona na pierwszym miejscu stawia zawsze siebie, swoje dobro i swoje dobre samopoczucie, a samopoczucie innej osoby nie jest już jej zmartwieniem. Dla mnie to brzmi brutalnie... Nie umiem sobie wyobrazić siebie nieprzejmującej się tym, czy komuś nie jest przykro z mojego powodu, z drugiej strony wiem, że nie dbam w wystarczającym stopniu o swoje sprawy np. zawodowe czy swój komfort nawet w drobnych sprawach. Przeczytałam książkę na ten temat, ale na co dzień postępuję zgodnie z jakimś wewnętrznym poczuciem "dobra". Chyba mam jakieś fałszywe przekonania na ten temat. Mam nadzieję, że włączycie się do dyskusji <img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Jako DDA mam duży problem z asertywnością, właściwie dopiero uczę się zachowywać w ten sposób. Rozmawiałam dziś z koleżanką o jej zachowaniu względem pewnej jej bliskiej osoby i uświadomiłam sobie, że nie potrafię wcielić w życie wiedzy na temat asertywnego zachowania ze względu na to, że mnie takie zachowanie kojarzy się ze sprawianiem komuś bólu.<br />
Usłyszałam od koleżanki, że ona na pierwszym miejscu stawia zawsze siebie, swoje dobro i swoje dobre samopoczucie, a samopoczucie innej osoby nie jest już jej zmartwieniem. Dla mnie to brzmi brutalnie... Nie umiem sobie wyobrazić siebie nieprzejmującej się tym, czy komuś nie jest przykro z mojego powodu, z drugiej strony wiem, że nie dbam w wystarczającym stopniu o swoje sprawy np. zawodowe czy swój komfort nawet w drobnych sprawach. Przeczytałam książkę na ten temat, ale na co dzień postępuję zgodnie z jakimś wewnętrznym poczuciem "dobra". Chyba mam jakieś fałszywe przekonania na ten temat. Mam nadzieję, że włączycie się do dyskusji <img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[List do taty...]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=929</link>
			<pubDate>Mon, 26 Dec 2011 18:56:30 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=929</guid>
			<description><![CDATA[Witam,<br />
odwiedzilam to forum po raz pierwszy.Osobiście uznalam je troche za taki "pamietnik",do ktorego kazdy chcacy podzielic sie swym "problemem",chcacy rady,wsparcia,wpina kolejna kartke.To przekonalo mnie abym i ja "wpiela swa kartke".Postanowilam "wkleic" list,ktory ok.pol roku temu dalam memu tacie.Po co to robie?Chyba dla tego ze "to wszystko"mnie przerasta,ze poszukuje rady i zrozumienia.Nie oczękuje od nikogo wspolczucia,czy jakich kolwiek "tkliwosci",jedyne czego hm, nie tyle co oczekuje,a na co mam nadzieje, iż ktoś po "drugiej stronie"monitora po przeczytaniu tego listu wyrazi opinie,da wskazówki,pozwoli zrozumiec..<br />
<br />
Niuniuś,pamiętam tak zawsze do  mnie mówiłeś..Ale wież co jeszcze pamiętam..Te nieprzespane noce,jak biłeś nas,mame,jak wykrzykiwałeś,że nas niekochasz,wyzywałeś od najgorszych..Wiem,to nie Ty,to alkochol.Jak dzieci wytykały nas palcami,bo nasz tata pije,bo leży pijany na ławce,bo koledzy go znowu przynieśli do domu,bo niebyło go na dniu ojca w szkole,bo stał pod sklepem.Wiem,to nie Ty to alkochol..Jak sprzedawałam co wtorek gazety,jak wynosiłam z piwnicy butelki po alkocholu,bo chciałam choć troche pomóc mamie..Wiem,to nie Ty to alkochol..Oczy mamy,tego nigdy nie zapomne,jak w człowieku którego kochała dostrzegła zupełnie inną osobę..Jak całymi dniami pracowała,jak robiła wszystko,żeby nikt niewiedział,jak się kiedyś uśmiechała,teraz już nieuśmiecha się w ten sposób,jak walczyła o Ciebie..Wiem,to nie Ty,to alkochol..Jak wyjeżdżałeś do pracy,pakowałam wtedy swoją mała walizeczkę i chciałam jechać z Tobą,jak płakałam na dworcu,jak przywoziłeś nam zabawki,słodycze,jak myślałeś,że to nam wynagrodzi to wszystko.jak zamiast bawić się z nami tymi zabawkami wychodziłeś do kolegów i piłeś..Wiem,to było silniejsze od Ciebie,bo to nie Ty,to alkochol..Jak policja przyjeżdżała do naszego domu,jak musieli Cie wyprowadzac w kajdankach,jak patrzyli wtedy na nas,jak inni patrzyli na nas z tego powodu..Ale wież co jeszcze pamiętam..Nasze wspólne wakacje,jak byliśmy w Kołobrzegu,jak było super,jak kupowałeś nam lody,jak mama się uśmiechała,jak uczyłeś mnie jeździć na rowerze,jak nosiłeś mnie na barana..Jak wygłupialiśmy się łaskocząc w łóżku,jak chodziliśmy na spacery,jak obiecywałeś,że tak już będzie zawsze,jak się starałeś.i wtedy to byłeś Ty,nasz"prawdziwy tata"..I dlaczego niebył taki zawsze?bo miał słabość..do czego?do alkocholu..Niewież jak to jest wiedzieć,ze butelka wódki,winka,czy piwko jest ważniejsze od nas,niewież jak to jest patrzeć jak inne dzieci spacerują ze swoimi tatusiami po parku,chodzą na lody,jeżdżą na rowerkach,patrzeć jak są ze swoimi tatusiami zawsze,a nie tylko wtedy kiedy ich tatusiowie są"trzeźwi"..Wiem,że to wszystko jest silniejsze od Ciebie,wiem że są sprawy z którymi sobie nieradzisz,nieradziłes i nieporadzisz..Dlaczego nigdy niechciałeś naszej pomocy,dlaczego?Wciąż próbujesz wmówić nam i sobie samemu,że niepijesz,po co?przecież wiemy jaka jest prawda.Powiedzieć,że ma się z "czymś"problem,to nie oznaka słabości,niemocy.To pokazanie jak odważnym się jest by głośno mówić o problemach,to pokazywanie,że ufasz i kochasz drugą osobę,chcąc dzielić się z nią swoimi problemami.nikt nie powie,że go "tym"obarczyłeś,nikt niepowie,że nic niezrobiłeś,że niepróbowałeś.Na to trzeba czasu,pomocy innych ludzi,odwagi..Nigdy nie zastanowiłeś się jak bardzo nas ranisz.Jak brakowało nam Twojej miłości,bo mama chodz tak się starała nie była w stanie nam Ciebie zastąpić.Dziecko jest darem od Boga.Rodzice codziennie patrzą jak dorasta,jak styka się z przeciwnościami losu,jak czerpie radość z każdego dnia,a czy Ty patrzyłeś,bo jedyne spojrzenie jakie mogłeś"na to"mieć,to przez pryzmat butelki.czy chodz raz pomyślałeś co my czujemy,jak my cierpimy..Jak niemożemy nawiązać czystych relacji damsko-męskich,bo relacje jakie tworzyły wzór były niewłaściwe..Niechce powiedzieć Ci,że jesteś wyrodnym ojcem,nie do tego zmierzam,bo wcale tak nie uważam.na skutek tych sytuacji stałam się"silniejsza",nauczyłam się żyć bez pewnych ideałów i "ostoi".Ale jestem teraz biedniejsza,biedniejsza w uczucie,to które nazywa się"ojcowską miłością".Bo co z tego,że mieszkałeś z nami,że byłeś w domu,jak żyłeś i żyjesz w swoim świecie.Jak większość czasu,większość naszego dzieciństwa byłeś pijany..Co roku zdmuchując świeczki na urodzinowym torcie myśle to samo życzenie:"niech mój tatuś przestanie pić".Robie to do dzisiaj,a Ty tak naprawde nawet niewież kiedy mam urodziny,ile mam dokładnie lat?Szybka odpowiedz..i?No właśnie,niewież..Jako mała dziewczynka marzyłam sobie,że jak dorosne to chciała bym,żeby mój tato poprowadził mnie do ołtarza w ten jeden z najpiękniejszych dni mego życia..I to następne marzenie dotyczące Ciebie się niespełni..Nie będe w stanie Ci zaufac.Tyle razy obiecywałeś,tyle razy mnie zawiodłeś,a ja jak głupi dzieciak zawsze się nabierałam i za każdym razem cierpie jeszcze bardziej,złoszcze się jeszcze bardziej,ale nie na Ciebie,tylko na siebie,ze jestem taka naiwna..Tak naprawdę powinnam Cie nienawidzieć,powinnam zostawić to wszystko,spróbować zapomnieć..I co mi to da?Może zaznała bym wkońcu spokoju,może niebała bym się już odebrać telefonu,gdy dzwoni babcia.Może niebała bym się,że Chodz  tak naprawdę nigdy Cie";nie miałam",to Cie strace..Ale nieżywie do Ciebie urazy,nienienawidze Cię.Nienawidzę samej siebie,że nieumiem Ci pomóc.Że Cie z tym wszystkim zostawiłam.Że maleńtasy(Maciuś i Julka)muszą wychowywać się bez taty.Że przeżywają to,co ja kiedyś,jak widzę,że im Ciebie brakuje.Czasu nieda się cofnąć,niejesteś w stanie wynagrodzić nam tego,zmienić cokolwiek,ale pomyśl chodz przez chwilę,że jesteś w stanie dać maluchą,to wszystko czego niedałeś nam.Na wszystko potrzeba czasu,nie będzie dobrze z dnia na dzień,urazy nie znikną.Ale nieważne jest jak zaczełeś,ważne jest jak skończysz.Przeszłość ma wpływ na przyszłość jedynie poprzez nasze wybory dokonane dziś,tu i teraz..Niebędziemy już nigdy"pełną"rodziną,niebędziemy mieszkali razem,niezejdziesz się spowrotem z mamą,niebędzie tak..Może być dużo lepiej,możesz pokazać maćkowi i juli jak ich kochasz,jak cieszysz się z tego,że są,jak chcesz spędzić z nimi czas.Niezrobisz tego zabierając ich raz na jakiś czas na spacer,czy lody..Musisz zgłosić się na leczenie.Bo co z tego,że niepijesz pare dni,co z tego,że jesteś w stanie wytrzymać bez alkocholu dzień,dwa,tydzień.Jak tylko masz z czymś problem,coś Cie przerośnie,przyjdą wspomnienia,zaczymś zatęsknisz,wtedy sięgasz po alkochol."zapijasz swój problem".Wystarczy powiedzieć pomóżcie mi,chce to wszystko zmienić.Musisz sam tego chcieć i nieprzez dzień,dwa,miesiąc,ale już na zawsze..Niejestem w stanie spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć co czuje,co myśle.Okazywanie uczuć To jeden z moich podstawowych problemów w relacji między ludzmi.Jestem oschła,a co najgorsze nauczyłam się żyć bez tej bliskości,zrozumienia,akceptacji..Niejestem w stanie dalej udawać,że wszystko jest ok,uśmiechać się,żeby inni myśleli,że jestem szczęśliwa i niedociekali powodu mego smutku.Jeżeli to,co napisałam nie ma dla Ciebie znaczenia,niejesteś w stanie pójść na terapie,odwyk,do zakładu zamkniętego,to pokazujesz,że niejesteś wart by uczestniczyć w naszym życiu,przynajmniej nie w moim.Chodz Iza już w jakimś stopniu wykluczyła Cie,ze swojego życia.Dlaczego Konrad poprosił mame o rękę Izy,dlaczego Iza niechciała by poprosił Ciebie o to..Maluchy z czasem też to zrobią,bo niemają z Tobą żadnej więzi dziecko-ojciec,ojciec-dziecko.Nieoczekuje,żebyś już dziś poszedł na terapie,zamknoł się w zakładzie.Chce,żebyś to przemyślał,chce żebyś przyszedł do mnie i powiedział,że chcesz mojej pomocy.Jeżeli niechcesz jej odemnie,zgłoś się bezpośrednio do"specjalisty".Ale musisz wiedzieć,że na Twoje działania i kroki czekam,czekamy,już zadługo..Spójrz w lustro i bezwahania powiedz sobie,że niejesteś alkocholikiem,że to nie alkochol doprowadził do tego jak żyjesz teraz i że to nie alkochol żadzi Twoim życiem..Jesteś w stanie to zrobić..? Pamiętaj Kocham Cie:*]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam,<br />
odwiedzilam to forum po raz pierwszy.Osobiście uznalam je troche za taki "pamietnik",do ktorego kazdy chcacy podzielic sie swym "problemem",chcacy rady,wsparcia,wpina kolejna kartke.To przekonalo mnie abym i ja "wpiela swa kartke".Postanowilam "wkleic" list,ktory ok.pol roku temu dalam memu tacie.Po co to robie?Chyba dla tego ze "to wszystko"mnie przerasta,ze poszukuje rady i zrozumienia.Nie oczękuje od nikogo wspolczucia,czy jakich kolwiek "tkliwosci",jedyne czego hm, nie tyle co oczekuje,a na co mam nadzieje, iż ktoś po "drugiej stronie"monitora po przeczytaniu tego listu wyrazi opinie,da wskazówki,pozwoli zrozumiec..<br />
<br />
Niuniuś,pamiętam tak zawsze do  mnie mówiłeś..Ale wież co jeszcze pamiętam..Te nieprzespane noce,jak biłeś nas,mame,jak wykrzykiwałeś,że nas niekochasz,wyzywałeś od najgorszych..Wiem,to nie Ty,to alkochol.Jak dzieci wytykały nas palcami,bo nasz tata pije,bo leży pijany na ławce,bo koledzy go znowu przynieśli do domu,bo niebyło go na dniu ojca w szkole,bo stał pod sklepem.Wiem,to nie Ty to alkochol..Jak sprzedawałam co wtorek gazety,jak wynosiłam z piwnicy butelki po alkocholu,bo chciałam choć troche pomóc mamie..Wiem,to nie Ty to alkochol..Oczy mamy,tego nigdy nie zapomne,jak w człowieku którego kochała dostrzegła zupełnie inną osobę..Jak całymi dniami pracowała,jak robiła wszystko,żeby nikt niewiedział,jak się kiedyś uśmiechała,teraz już nieuśmiecha się w ten sposób,jak walczyła o Ciebie..Wiem,to nie Ty,to alkochol..Jak wyjeżdżałeś do pracy,pakowałam wtedy swoją mała walizeczkę i chciałam jechać z Tobą,jak płakałam na dworcu,jak przywoziłeś nam zabawki,słodycze,jak myślałeś,że to nam wynagrodzi to wszystko.jak zamiast bawić się z nami tymi zabawkami wychodziłeś do kolegów i piłeś..Wiem,to było silniejsze od Ciebie,bo to nie Ty,to alkochol..Jak policja przyjeżdżała do naszego domu,jak musieli Cie wyprowadzac w kajdankach,jak patrzyli wtedy na nas,jak inni patrzyli na nas z tego powodu..Ale wież co jeszcze pamiętam..Nasze wspólne wakacje,jak byliśmy w Kołobrzegu,jak było super,jak kupowałeś nam lody,jak mama się uśmiechała,jak uczyłeś mnie jeździć na rowerze,jak nosiłeś mnie na barana..Jak wygłupialiśmy się łaskocząc w łóżku,jak chodziliśmy na spacery,jak obiecywałeś,że tak już będzie zawsze,jak się starałeś.i wtedy to byłeś Ty,nasz"prawdziwy tata"..I dlaczego niebył taki zawsze?bo miał słabość..do czego?do alkocholu..Niewież jak to jest wiedzieć,ze butelka wódki,winka,czy piwko jest ważniejsze od nas,niewież jak to jest patrzeć jak inne dzieci spacerują ze swoimi tatusiami po parku,chodzą na lody,jeżdżą na rowerkach,patrzeć jak są ze swoimi tatusiami zawsze,a nie tylko wtedy kiedy ich tatusiowie są"trzeźwi"..Wiem,że to wszystko jest silniejsze od Ciebie,wiem że są sprawy z którymi sobie nieradzisz,nieradziłes i nieporadzisz..Dlaczego nigdy niechciałeś naszej pomocy,dlaczego?Wciąż próbujesz wmówić nam i sobie samemu,że niepijesz,po co?przecież wiemy jaka jest prawda.Powiedzieć,że ma się z "czymś"problem,to nie oznaka słabości,niemocy.To pokazanie jak odważnym się jest by głośno mówić o problemach,to pokazywanie,że ufasz i kochasz drugą osobę,chcąc dzielić się z nią swoimi problemami.nikt nie powie,że go "tym"obarczyłeś,nikt niepowie,że nic niezrobiłeś,że niepróbowałeś.Na to trzeba czasu,pomocy innych ludzi,odwagi..Nigdy nie zastanowiłeś się jak bardzo nas ranisz.Jak brakowało nam Twojej miłości,bo mama chodz tak się starała nie była w stanie nam Ciebie zastąpić.Dziecko jest darem od Boga.Rodzice codziennie patrzą jak dorasta,jak styka się z przeciwnościami losu,jak czerpie radość z każdego dnia,a czy Ty patrzyłeś,bo jedyne spojrzenie jakie mogłeś"na to"mieć,to przez pryzmat butelki.czy chodz raz pomyślałeś co my czujemy,jak my cierpimy..Jak niemożemy nawiązać czystych relacji damsko-męskich,bo relacje jakie tworzyły wzór były niewłaściwe..Niechce powiedzieć Ci,że jesteś wyrodnym ojcem,nie do tego zmierzam,bo wcale tak nie uważam.na skutek tych sytuacji stałam się"silniejsza",nauczyłam się żyć bez pewnych ideałów i "ostoi".Ale jestem teraz biedniejsza,biedniejsza w uczucie,to które nazywa się"ojcowską miłością".Bo co z tego,że mieszkałeś z nami,że byłeś w domu,jak żyłeś i żyjesz w swoim świecie.Jak większość czasu,większość naszego dzieciństwa byłeś pijany..Co roku zdmuchując świeczki na urodzinowym torcie myśle to samo życzenie:"niech mój tatuś przestanie pić".Robie to do dzisiaj,a Ty tak naprawde nawet niewież kiedy mam urodziny,ile mam dokładnie lat?Szybka odpowiedz..i?No właśnie,niewież..Jako mała dziewczynka marzyłam sobie,że jak dorosne to chciała bym,żeby mój tato poprowadził mnie do ołtarza w ten jeden z najpiękniejszych dni mego życia..I to następne marzenie dotyczące Ciebie się niespełni..Nie będe w stanie Ci zaufac.Tyle razy obiecywałeś,tyle razy mnie zawiodłeś,a ja jak głupi dzieciak zawsze się nabierałam i za każdym razem cierpie jeszcze bardziej,złoszcze się jeszcze bardziej,ale nie na Ciebie,tylko na siebie,ze jestem taka naiwna..Tak naprawdę powinnam Cie nienawidzieć,powinnam zostawić to wszystko,spróbować zapomnieć..I co mi to da?Może zaznała bym wkońcu spokoju,może niebała bym się już odebrać telefonu,gdy dzwoni babcia.Może niebała bym się,że Chodz  tak naprawdę nigdy Cie";nie miałam",to Cie strace..Ale nieżywie do Ciebie urazy,nienienawidze Cię.Nienawidzę samej siebie,że nieumiem Ci pomóc.Że Cie z tym wszystkim zostawiłam.Że maleńtasy(Maciuś i Julka)muszą wychowywać się bez taty.Że przeżywają to,co ja kiedyś,jak widzę,że im Ciebie brakuje.Czasu nieda się cofnąć,niejesteś w stanie wynagrodzić nam tego,zmienić cokolwiek,ale pomyśl chodz przez chwilę,że jesteś w stanie dać maluchą,to wszystko czego niedałeś nam.Na wszystko potrzeba czasu,nie będzie dobrze z dnia na dzień,urazy nie znikną.Ale nieważne jest jak zaczełeś,ważne jest jak skończysz.Przeszłość ma wpływ na przyszłość jedynie poprzez nasze wybory dokonane dziś,tu i teraz..Niebędziemy już nigdy"pełną"rodziną,niebędziemy mieszkali razem,niezejdziesz się spowrotem z mamą,niebędzie tak..Może być dużo lepiej,możesz pokazać maćkowi i juli jak ich kochasz,jak cieszysz się z tego,że są,jak chcesz spędzić z nimi czas.Niezrobisz tego zabierając ich raz na jakiś czas na spacer,czy lody..Musisz zgłosić się na leczenie.Bo co z tego,że niepijesz pare dni,co z tego,że jesteś w stanie wytrzymać bez alkocholu dzień,dwa,tydzień.Jak tylko masz z czymś problem,coś Cie przerośnie,przyjdą wspomnienia,zaczymś zatęsknisz,wtedy sięgasz po alkochol."zapijasz swój problem".Wystarczy powiedzieć pomóżcie mi,chce to wszystko zmienić.Musisz sam tego chcieć i nieprzez dzień,dwa,miesiąc,ale już na zawsze..Niejestem w stanie spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć co czuje,co myśle.Okazywanie uczuć To jeden z moich podstawowych problemów w relacji między ludzmi.Jestem oschła,a co najgorsze nauczyłam się żyć bez tej bliskości,zrozumienia,akceptacji..Niejestem w stanie dalej udawać,że wszystko jest ok,uśmiechać się,żeby inni myśleli,że jestem szczęśliwa i niedociekali powodu mego smutku.Jeżeli to,co napisałam nie ma dla Ciebie znaczenia,niejesteś w stanie pójść na terapie,odwyk,do zakładu zamkniętego,to pokazujesz,że niejesteś wart by uczestniczyć w naszym życiu,przynajmniej nie w moim.Chodz Iza już w jakimś stopniu wykluczyła Cie,ze swojego życia.Dlaczego Konrad poprosił mame o rękę Izy,dlaczego Iza niechciała by poprosił Ciebie o to..Maluchy z czasem też to zrobią,bo niemają z Tobą żadnej więzi dziecko-ojciec,ojciec-dziecko.Nieoczekuje,żebyś już dziś poszedł na terapie,zamknoł się w zakładzie.Chce,żebyś to przemyślał,chce żebyś przyszedł do mnie i powiedział,że chcesz mojej pomocy.Jeżeli niechcesz jej odemnie,zgłoś się bezpośrednio do"specjalisty".Ale musisz wiedzieć,że na Twoje działania i kroki czekam,czekamy,już zadługo..Spójrz w lustro i bezwahania powiedz sobie,że niejesteś alkocholikiem,że to nie alkochol doprowadził do tego jak żyjesz teraz i że to nie alkochol żadzi Twoim życiem..Jesteś w stanie to zrobić..? Pamiętaj Kocham Cie:*]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[WESOŁYCH ŚWIĄT]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=928</link>
			<pubDate>Sat, 24 Dec 2011 14:02:38 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=928</guid>
			<description><![CDATA[Chcialabym zyczyc wszystkim wesolych swiat, spokoju i milosci. Zycze Wam wszystkim tutaj jak najmniej problemow i szczescia. Pozdrawiam!<img src="images/smilies/wink.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Wink" title="Wink" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Chcialabym zyczyc wszystkim wesolych swiat, spokoju i milosci. Zycze Wam wszystkim tutaj jak najmniej problemow i szczescia. Pozdrawiam!<img src="images/smilies/wink.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Wink" title="Wink" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[brat - alkoholik]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=927</link>
			<pubDate>Mon, 19 Dec 2011 11:58:56 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=927</guid>
			<description><![CDATA[Witam.<br />
Mój brat jest alkoholikiem. Sam się do tego przyznaje, ale nie widzi sensu aby to zmienić. Jego zdaniem on lepiej się czuje gdy wypije.<br />
Nie wiem jak mogę mu pomóc.<br />
On jest 500 km od rodziny......mieszka tam sam, nie ma dziewczyny ani nikogo bliskiego tylko znajomych do picia!(ale w samotności też sięga po alkohol). Pracuje tylko po to aby to przepić. A dawniej był zupełnie innym człowiekiem.<br />
On sam doskonale zdaje sobie sprawę z tego że ma problem, ale nie ma zamiaru nic z tym zrobić, ani nie chce wrócić do domu.<br />
W ten weekend byłam u niego, aby spędzić z nim czas i porozmawiać. Mimo, że było wiele emocji i wydawałoby się że coś zrozumiał, to na nast ranek było to samo<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /><br />
Bardzo proszę doświadczonych o radę.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam.<br />
Mój brat jest alkoholikiem. Sam się do tego przyznaje, ale nie widzi sensu aby to zmienić. Jego zdaniem on lepiej się czuje gdy wypije.<br />
Nie wiem jak mogę mu pomóc.<br />
On jest 500 km od rodziny......mieszka tam sam, nie ma dziewczyny ani nikogo bliskiego tylko znajomych do picia!(ale w samotności też sięga po alkohol). Pracuje tylko po to aby to przepić. A dawniej był zupełnie innym człowiekiem.<br />
On sam doskonale zdaje sobie sprawę z tego że ma problem, ale nie ma zamiaru nic z tym zrobić, ani nie chce wrócić do domu.<br />
W ten weekend byłam u niego, aby spędzić z nim czas i porozmawiać. Mimo, że było wiele emocji i wydawałoby się że coś zrozumiał, to na nast ranek było to samo<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /><br />
Bardzo proszę doświadczonych o radę.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Witam.]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=926</link>
			<pubDate>Sun, 18 Dec 2011 12:12:57 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=926</guid>
			<description><![CDATA[Dawniej miałam swoje miejsce w sieci, niestety podczas jednej z moich nieobecności zniknęło. Być może funkcjonuje pod inną nazwą, a moze w ogóle go już nie ma, w każdym razie - brakuje mi ludzi, których tam poznałam.<br />
Nie byłoby mnie tu, gdyby nie kolejne picie matki. Pierwszy ciąg, gdy już byłam na świecie miała, kiedy miałam 5-6 lat. Po pijaku wpadła pod samochód i chyba to ją otrzeźwiło na kilka ładnych lat. W międzyczasie oczywiście nie było różowo, bo choć ja byłam święcie przekonana, że picie to rozdział zamknięty, to w naszym domu rozbrzmiewały wrzaski, oczywiście zawsze z mojej winy. Nie twierdzę, że byłam święta, bo robiłam głupie rzeczy, ale gdy patrzę z perspektywy czasu, to byłam po prostu osobą - bezbronną, bo nastolatką - na której matka wyładowywała frustracje związane z nieułożonym życiem. Dochodziło do tak absurdalnych sytuacji, że wolę ich nie wspominać.<br />
<br />
Nie piła długo, około 12 lat. Do kieliszka zajrzała w wakacje po mojej drugiej klasie liceum. Byłam wtedy poza domem, zadzwoniłam do mamy i w którymś momencie rozmowy usłyszałam, że zgubiła klucze do mieszkania. Tłumaczenie dlaczego było tak naiwne, że uśpiona do tej pory lampka ostrzegawcza w mojej głowie zabłysła, a zapłoinęła zajebistym światłem, gdy matka jak gdyby nigdy nic powiedziała "Ale gdyby babcia lub ktoś inny mówili, że byłam pijana, to im nie wierz". Oczywiście.<br />
<br />
Klasa maturalna, dla mnie bardzo ciężka, bo wychodziłam, a właściwie tuszowałam depresję, była totalnie pojebana (przepraszam za wyrażenie). Matka piła co 2-3 miesiące. Pamiętam, jak raz wróciła do domu i ledwo przekroczyła próg, a huknęła w ścianę naprzeciwko, bełkocząc "przepraszam, jestem strasznie zmęczona". Naturalnie, zmęczenie zawsze wionie wódką. Widoki, jakie serwowałą mi pijana mamuśka wywołują we mnie obrzydzenie, mimo że ją kocham i chciałabym jej pomóc.<br />
<br />
Trzy tygodnie przed Świętami Bożego Narodzenia piła, piła w dni umojej studniówki, piła miesiąc przed maturą. Potem przestała, a pierwszy rok studiów był wspaniały, najpiękniejszy z moich wszystkich lat. Trzeźwy, bez kłótni, z uśmiechem. Na drugim roku wszystko poszło się jebać, znów chlała. Zaczęło się od urodzin babci, na których wypiła i dalej poszło już samo. I tak na przemian: na trzecim roku znów nie piła, teraz na czwartym pije. Wczoraj wróciłam z wolontariatu i od razu wyczułam alkohol i zobaczyłam to pijackie, znienawidzone spojrzenie. Wystarczyło ścisnąć jej plecak u nasady, by się upewnić. Butelka. Każde wyjście na spacer - bierze plecak, by kupić alkohol. A zaczęło się tak jak zwykle: na Wigilii w pracy wypiła trochę wina. Alkoholikowi nie wolno pić, nawet jeśl iwydaje się mu, że kontroluje sytuację. I teraz mamy: ja wiem, ze ona pije, ona myśli, że tak nie jest. Bo przecież się nie zatacza. I tak udajemy. <br />
<br />
Na psychoterapii tylko raz wspomniałam, że matka pije. Psycholog poradziła mi, żebym spisała ośrodki leczenia alkoholików w naszej okolicy. Spisałam, ale matka znalazła swój, ulicę dalej od mojego MOP-u. Poszła dwa czy trzy razy, ale zrezygnowała. Terapia kolidowała z pracą. A u mnie na terapii temat się urwał, bo podstawowym problemem zawsze była moja nieumiejętność rozmiawiania o uczuciach. Nie mogłam więc porozmawiać z matką o tym, jak bardzo krzywdzi siebie i mnie, gdy pije.<br />
<br />
Gdy widzę jej zachowanie po pijaku, pierwszą reakcją oczywiście są łzy, ale nie tylko. Dawniej tylko płakałam. Dziś szybko pojawia się wściekłość, a pod nosem ślę najgorsze bluzgi pod jej adresem. Życzę śmierci tek osobie, którą staje się moja matka, gdy chla. W starym pamiętniku opisałam, jak ją zabiję, gdy jeszcze raz kupi alkohol. Oczywiście, nie zrobię tego, ale myślenie o tym rozładowuje napięcie. Są też inne wizje: gdy zabijam siebie, a także psa, bo nie może zostać sam, gdy cała rodzina zdechnie.<br />
<br />
Chciałabym znaleźć tutaj ukojenie w tych chwilach, gdy matka zaczyna znów pić. Nie liczę na to, że kiedyś przestanie. Liczę na to, że skończę studia, podejmę pracę i wezmę kredyt na mieszkanie. Chciałabym jednak mieć gdzie się wyżalić, gdy znów alkohol pojawi się w naszym domu.<br />
<br />
Witam.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Dawniej miałam swoje miejsce w sieci, niestety podczas jednej z moich nieobecności zniknęło. Być może funkcjonuje pod inną nazwą, a moze w ogóle go już nie ma, w każdym razie - brakuje mi ludzi, których tam poznałam.<br />
Nie byłoby mnie tu, gdyby nie kolejne picie matki. Pierwszy ciąg, gdy już byłam na świecie miała, kiedy miałam 5-6 lat. Po pijaku wpadła pod samochód i chyba to ją otrzeźwiło na kilka ładnych lat. W międzyczasie oczywiście nie było różowo, bo choć ja byłam święcie przekonana, że picie to rozdział zamknięty, to w naszym domu rozbrzmiewały wrzaski, oczywiście zawsze z mojej winy. Nie twierdzę, że byłam święta, bo robiłam głupie rzeczy, ale gdy patrzę z perspektywy czasu, to byłam po prostu osobą - bezbronną, bo nastolatką - na której matka wyładowywała frustracje związane z nieułożonym życiem. Dochodziło do tak absurdalnych sytuacji, że wolę ich nie wspominać.<br />
<br />
Nie piła długo, około 12 lat. Do kieliszka zajrzała w wakacje po mojej drugiej klasie liceum. Byłam wtedy poza domem, zadzwoniłam do mamy i w którymś momencie rozmowy usłyszałam, że zgubiła klucze do mieszkania. Tłumaczenie dlaczego było tak naiwne, że uśpiona do tej pory lampka ostrzegawcza w mojej głowie zabłysła, a zapłoinęła zajebistym światłem, gdy matka jak gdyby nigdy nic powiedziała "Ale gdyby babcia lub ktoś inny mówili, że byłam pijana, to im nie wierz". Oczywiście.<br />
<br />
Klasa maturalna, dla mnie bardzo ciężka, bo wychodziłam, a właściwie tuszowałam depresję, była totalnie pojebana (przepraszam za wyrażenie). Matka piła co 2-3 miesiące. Pamiętam, jak raz wróciła do domu i ledwo przekroczyła próg, a huknęła w ścianę naprzeciwko, bełkocząc "przepraszam, jestem strasznie zmęczona". Naturalnie, zmęczenie zawsze wionie wódką. Widoki, jakie serwowałą mi pijana mamuśka wywołują we mnie obrzydzenie, mimo że ją kocham i chciałabym jej pomóc.<br />
<br />
Trzy tygodnie przed Świętami Bożego Narodzenia piła, piła w dni umojej studniówki, piła miesiąc przed maturą. Potem przestała, a pierwszy rok studiów był wspaniały, najpiękniejszy z moich wszystkich lat. Trzeźwy, bez kłótni, z uśmiechem. Na drugim roku wszystko poszło się jebać, znów chlała. Zaczęło się od urodzin babci, na których wypiła i dalej poszło już samo. I tak na przemian: na trzecim roku znów nie piła, teraz na czwartym pije. Wczoraj wróciłam z wolontariatu i od razu wyczułam alkohol i zobaczyłam to pijackie, znienawidzone spojrzenie. Wystarczyło ścisnąć jej plecak u nasady, by się upewnić. Butelka. Każde wyjście na spacer - bierze plecak, by kupić alkohol. A zaczęło się tak jak zwykle: na Wigilii w pracy wypiła trochę wina. Alkoholikowi nie wolno pić, nawet jeśl iwydaje się mu, że kontroluje sytuację. I teraz mamy: ja wiem, ze ona pije, ona myśli, że tak nie jest. Bo przecież się nie zatacza. I tak udajemy. <br />
<br />
Na psychoterapii tylko raz wspomniałam, że matka pije. Psycholog poradziła mi, żebym spisała ośrodki leczenia alkoholików w naszej okolicy. Spisałam, ale matka znalazła swój, ulicę dalej od mojego MOP-u. Poszła dwa czy trzy razy, ale zrezygnowała. Terapia kolidowała z pracą. A u mnie na terapii temat się urwał, bo podstawowym problemem zawsze była moja nieumiejętność rozmiawiania o uczuciach. Nie mogłam więc porozmawiać z matką o tym, jak bardzo krzywdzi siebie i mnie, gdy pije.<br />
<br />
Gdy widzę jej zachowanie po pijaku, pierwszą reakcją oczywiście są łzy, ale nie tylko. Dawniej tylko płakałam. Dziś szybko pojawia się wściekłość, a pod nosem ślę najgorsze bluzgi pod jej adresem. Życzę śmierci tek osobie, którą staje się moja matka, gdy chla. W starym pamiętniku opisałam, jak ją zabiję, gdy jeszcze raz kupi alkohol. Oczywiście, nie zrobię tego, ale myślenie o tym rozładowuje napięcie. Są też inne wizje: gdy zabijam siebie, a także psa, bo nie może zostać sam, gdy cała rodzina zdechnie.<br />
<br />
Chciałabym znaleźć tutaj ukojenie w tych chwilach, gdy matka zaczyna znów pić. Nie liczę na to, że kiedyś przestanie. Liczę na to, że skończę studia, podejmę pracę i wezmę kredyt na mieszkanie. Chciałabym jednak mieć gdzie się wyżalić, gdy znów alkohol pojawi się w naszym domu.<br />
<br />
Witam.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[współuzależnienie wszystko o nim napisano, a i tak nie wiadomo co robić- pomóżcie]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=886</link>
			<pubDate>Mon, 12 Dec 2011 23:11:28 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=886</guid>
			<description><![CDATA[Witam serdecznie,<br />
To mój pierwszy post na tym forum. Szukam pomocy dla mojej mamy. Wychowywałam się w rodzinie patologicznej (razem z bratem). Jestem dorosła, niedawno wyszłam za mąż.Cieszę się całym sercem, że w końcu się z tego wyrwałam, z drugiej strony nie ma dnia,żebym nie myślała, że mama nadal w tym tkwi. <br />
Ojciec jest na utrzymaniu mamy, która płaci dosłownie za wszystko, mimo tego za każdym razem, gdy ojciec jest pijany, wykrzykuje jej, że "jeśli miałaby odrobinę honoru i inteligencji, to by odeszła". Mama musiała pójść na studia aby zachować pracę, to kolejny powód ojca do awantur. Mama miała bardzo dobre stopnie, dostała stypendium, mimo tego ojciec wykrzykuje, że to on ją wykształcił. Kiedy ojciec jedzie do sklepu kupuje tylko wódkę, a na mamę krzyczy, że nie ma nic ciekawego do zjedzenia. Mama tłumaczy, że brakuje jej pieniędzy, wtedy on wyzywa ją od najgorszych, że nie może normalnej pracy dostać (jest nauczycielką) i każe jej znaleźć dodatkowy etat. Gdy zostaje po godzinach w pracy w domu czeka ją awanturą, że jej mąż musi cały dzień w domu siedzieć, nie ma z kim porozmawiać i czuł się samotny.Takie jego puste argumenty można mnożyć, ale naprawdę nie da się ich ignorować. Awantury były i są prawie codziennie.Ojciec jest bardzo agresywny po alkoholu. Pije od parunastu lat. Jak byliśmy młodsi prosiliśmy mamę, żebyśmy go zostawili, ale zawsze miała argument żeby zostać. Dziś w domu nic się nie zmieniło. <br />
Ojciec miał założoną niebieską kartę. Został przez sąd skierowany na przymusowe leczenie, ale  ikt tego nigdy nie wyegzekwował. Kurator w ogóle się nie przejmował swoją pracą, nie przyjeżdżał tylko zaczepiał mamę np. w sklepie, gdy nie mogła rozmawiać i mówił "jak tam pani G., wszystko dobrze tak?". Pewnego razu mama zgłosiła awanturę na policję a policjant mówił do niej, że co z niej za żona, żeby własnego męża pogrążać, powinna go wspierać a nie na policję od razu biegnąć. Od tamtej pory mama za żadne skarby nie chce wzywać policji.<br />
Dzwonię do mamy codziennie i codziennie słucham jak płacze do telefonu i skarży jakie przykrości ojciec jej sprawił. Błagam ją żeby odeszła. Zaoferowałam, że będę dokładać ile będę mogła do wynajętego mieszkania jeśli się zdecyduje, że razem damy radę. Mama odpiera, że ojciec nie będzie płacił rachunków i przyjdzie jej opłacać dwa mieszkania. Poza tym w domu jest jeszcze babcia, której siłą się nie ruszy z domu, a "co ludzie powiedzą, że 80-letnią babcię z tym oprawcą zostawiła". <br />
Co mogę zaoferować mamie? Czuję, że chce pomocy, ale nie mogę znaleźć drogi, by do ją przekonać, że to się uda. Co na moim miejscu zrobilibyście, żeby wyciągnąć mamę. Ona ma dopiero 46 lat, jest mądra i śliczna. Naprawdę chcę, żeby poznała smak normalnego życia, na jakie zasługuje.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam serdecznie,<br />
To mój pierwszy post na tym forum. Szukam pomocy dla mojej mamy. Wychowywałam się w rodzinie patologicznej (razem z bratem). Jestem dorosła, niedawno wyszłam za mąż.Cieszę się całym sercem, że w końcu się z tego wyrwałam, z drugiej strony nie ma dnia,żebym nie myślała, że mama nadal w tym tkwi. <br />
Ojciec jest na utrzymaniu mamy, która płaci dosłownie za wszystko, mimo tego za każdym razem, gdy ojciec jest pijany, wykrzykuje jej, że "jeśli miałaby odrobinę honoru i inteligencji, to by odeszła". Mama musiała pójść na studia aby zachować pracę, to kolejny powód ojca do awantur. Mama miała bardzo dobre stopnie, dostała stypendium, mimo tego ojciec wykrzykuje, że to on ją wykształcił. Kiedy ojciec jedzie do sklepu kupuje tylko wódkę, a na mamę krzyczy, że nie ma nic ciekawego do zjedzenia. Mama tłumaczy, że brakuje jej pieniędzy, wtedy on wyzywa ją od najgorszych, że nie może normalnej pracy dostać (jest nauczycielką) i każe jej znaleźć dodatkowy etat. Gdy zostaje po godzinach w pracy w domu czeka ją awanturą, że jej mąż musi cały dzień w domu siedzieć, nie ma z kim porozmawiać i czuł się samotny.Takie jego puste argumenty można mnożyć, ale naprawdę nie da się ich ignorować. Awantury były i są prawie codziennie.Ojciec jest bardzo agresywny po alkoholu. Pije od parunastu lat. Jak byliśmy młodsi prosiliśmy mamę, żebyśmy go zostawili, ale zawsze miała argument żeby zostać. Dziś w domu nic się nie zmieniło. <br />
Ojciec miał założoną niebieską kartę. Został przez sąd skierowany na przymusowe leczenie, ale  ikt tego nigdy nie wyegzekwował. Kurator w ogóle się nie przejmował swoją pracą, nie przyjeżdżał tylko zaczepiał mamę np. w sklepie, gdy nie mogła rozmawiać i mówił "jak tam pani G., wszystko dobrze tak?". Pewnego razu mama zgłosiła awanturę na policję a policjant mówił do niej, że co z niej za żona, żeby własnego męża pogrążać, powinna go wspierać a nie na policję od razu biegnąć. Od tamtej pory mama za żadne skarby nie chce wzywać policji.<br />
Dzwonię do mamy codziennie i codziennie słucham jak płacze do telefonu i skarży jakie przykrości ojciec jej sprawił. Błagam ją żeby odeszła. Zaoferowałam, że będę dokładać ile będę mogła do wynajętego mieszkania jeśli się zdecyduje, że razem damy radę. Mama odpiera, że ojciec nie będzie płacił rachunków i przyjdzie jej opłacać dwa mieszkania. Poza tym w domu jest jeszcze babcia, której siłą się nie ruszy z domu, a "co ludzie powiedzą, że 80-letnią babcię z tym oprawcą zostawiła". <br />
Co mogę zaoferować mamie? Czuję, że chce pomocy, ale nie mogę znaleźć drogi, by do ją przekonać, że to się uda. Co na moim miejscu zrobilibyście, żeby wyciągnąć mamę. Ona ma dopiero 46 lat, jest mądra i śliczna. Naprawdę chcę, żeby poznała smak normalnego życia, na jakie zasługuje.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Witam]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=878</link>
			<pubDate>Mon, 12 Dec 2011 12:00:05 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=878</guid>
			<description><![CDATA[Długo się zbierałam na to żeby tu zaglądnąć i napisać. jestem Gośka  od ponad roku jestem mężatką(alkoholika) niestety problem był już dużo wcześniej-ale wtedy chyba nie chciałam tego widzieć<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> bardzo Go kocham i czuje że się oddalamy od siebie-mamy małego synka i chyba dzięki niemu zrozumiałam że jestem osobą współuzależnioną od alkoholika próbuje jakoś namowami wpłynąć na męża ale nic a nic nie dociera i wręcz przeciwnie-mówi że to ja mam problem i robię z igły widły, że przecież napić się z rodziną to nie jest nic złego(otóż nie jest jeśli ktoś nad tym panuje i pije żeby się tylko napić a nie upić)<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> mam powoli tego dość,szukam pomocy wszędzie-tylko przecież sama nic nie zdziałam. mąż miał ostatnio wypadek pod wpływem alkoholu-teraz jest cały pozszywany ale nic go to nie nauczyło a nawet obwinia o to mnie bo jak wróćił do domu pijany to na niego nakrzyczałam i poszedł pić dalej i wtedy to sie to stało. do pewnego momentu sama się obwiniałam za wszystko i nawet za każdym razem go tłumaczyłam i widziałam winę wyłącznie po swojej stronie(jakbym sie zachowała inaczej to by się nic nie stało) ale teraz widzę problem. ale sobie z nim sama nie radzę<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> pomóżcie proszę]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Długo się zbierałam na to żeby tu zaglądnąć i napisać. jestem Gośka  od ponad roku jestem mężatką(alkoholika) niestety problem był już dużo wcześniej-ale wtedy chyba nie chciałam tego widzieć<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> bardzo Go kocham i czuje że się oddalamy od siebie-mamy małego synka i chyba dzięki niemu zrozumiałam że jestem osobą współuzależnioną od alkoholika próbuje jakoś namowami wpłynąć na męża ale nic a nic nie dociera i wręcz przeciwnie-mówi że to ja mam problem i robię z igły widły, że przecież napić się z rodziną to nie jest nic złego(otóż nie jest jeśli ktoś nad tym panuje i pije żeby się tylko napić a nie upić)<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> mam powoli tego dość,szukam pomocy wszędzie-tylko przecież sama nic nie zdziałam. mąż miał ostatnio wypadek pod wpływem alkoholu-teraz jest cały pozszywany ale nic go to nie nauczyło a nawet obwinia o to mnie bo jak wróćił do domu pijany to na niego nakrzyczałam i poszedł pić dalej i wtedy to sie to stało. do pewnego momentu sama się obwiniałam za wszystko i nawet za każdym razem go tłumaczyłam i widziałam winę wyłącznie po swojej stronie(jakbym sie zachowała inaczej to by się nic nie stało) ale teraz widzę problem. ale sobie z nim sama nie radzę<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> pomóżcie proszę]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Związek z osobą uzależnioną.]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=842</link>
			<pubDate>Sat, 10 Dec 2011 16:33:31 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=842</guid>
			<description><![CDATA[Witam, niedawno poznałam świetnego faceta. Dość szybko zaangażowałam się uczuciowo jednak po miesiącu znajomości wyznał mi, że jest alkoholikiem. Jak twierdzi, nie pije alkoholu od roku. Nie było to dla mnie i nadal nie jest przeszkodą jednak nigdy wcześniej nie zetknęłam się tak blisko z osobą o takim problemie. Jest to dla mnie zupełnie nowa sytuacja, dopiero teraz uświadamiam sobie, że tak naprawdę wcześniej nic nie wiedziałam o tej chorobie. <br />
  Twierdzi, że doskonale sobie z tym radzi ale wiem, że miewa chwile słabości. Pragnę pomóc mu w przezwyciężeniu chęci sięgnięcia po alkohol ale czasem czuję się bezsilna. Nie wiem jak mam zachowywać się w takich sytuacjach, co powinnam robić? Boje się także o to, że może wykorzystywać swoją chorobę w różnych sytuacjach. Jest bardzo zazdrosnym człowiekiem (np. w sytuacji, gdy chciałam spotkać się ze znajomą, której on nie toleruje wykręcał się tym, że ma ogromną chęć sięgnięcia po butelkę i chciałby bym została wtedy razem z nim- czasem nie wiem czy to prawda, czy też wykorzystuje swoją chorobę do takich celów). Zauważyłam też, że jego emocje są niezwykle nasilone, bardzo łatwo go zranić. Muszę uważać na każdy gest czy słowo. Nie wiem czy jego słaba psychika jest skutkiem jego choroby. Boję się, że w sytuacjach kiedy w naszym związku przestanie się układać on zwyczajnie sięgnie po alkohol. Jednak nie mogę ustępować mu na każdym kroku z tego powodu. <br />
  Chciałabym dowiedzieć się jak pomóc osobie uzależnionej, jak zachować się w sytuacjach kiedy czuje silną chęć napicia się? Na co mam być ostrożna, jak postępować by czuł się przy mnie swobodnie i czuł, że ma we mnie wsparcie?<br />
  Z góry dziękuje za pomoc. <br />
                                                                     Ania]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam, niedawno poznałam świetnego faceta. Dość szybko zaangażowałam się uczuciowo jednak po miesiącu znajomości wyznał mi, że jest alkoholikiem. Jak twierdzi, nie pije alkoholu od roku. Nie było to dla mnie i nadal nie jest przeszkodą jednak nigdy wcześniej nie zetknęłam się tak blisko z osobą o takim problemie. Jest to dla mnie zupełnie nowa sytuacja, dopiero teraz uświadamiam sobie, że tak naprawdę wcześniej nic nie wiedziałam o tej chorobie. <br />
  Twierdzi, że doskonale sobie z tym radzi ale wiem, że miewa chwile słabości. Pragnę pomóc mu w przezwyciężeniu chęci sięgnięcia po alkohol ale czasem czuję się bezsilna. Nie wiem jak mam zachowywać się w takich sytuacjach, co powinnam robić? Boje się także o to, że może wykorzystywać swoją chorobę w różnych sytuacjach. Jest bardzo zazdrosnym człowiekiem (np. w sytuacji, gdy chciałam spotkać się ze znajomą, której on nie toleruje wykręcał się tym, że ma ogromną chęć sięgnięcia po butelkę i chciałby bym została wtedy razem z nim- czasem nie wiem czy to prawda, czy też wykorzystuje swoją chorobę do takich celów). Zauważyłam też, że jego emocje są niezwykle nasilone, bardzo łatwo go zranić. Muszę uważać na każdy gest czy słowo. Nie wiem czy jego słaba psychika jest skutkiem jego choroby. Boję się, że w sytuacjach kiedy w naszym związku przestanie się układać on zwyczajnie sięgnie po alkohol. Jednak nie mogę ustępować mu na każdym kroku z tego powodu. <br />
  Chciałabym dowiedzieć się jak pomóc osobie uzależnionej, jak zachować się w sytuacjach kiedy czuje silną chęć napicia się? Na co mam być ostrożna, jak postępować by czuł się przy mnie swobodnie i czuł, że ma we mnie wsparcie?<br />
  Z góry dziękuje za pomoc. <br />
                                                                     Ania]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nadwrażliwa Romantyczka]]></title>
			<link>http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=817</link>
			<pubDate>Fri, 09 Dec 2011 23:01:59 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.leczmy-alkoholizm.org/forum/showthread.php?tid=817</guid>
			<description><![CDATA[Odkąd pamiętam zawsze byłam bardzo wrażliwa, jednak w ostatnich latach moja wrażliwość strasznie wzrosła. Dochodzi do tego to że jestem romantyczką , w sumie mi to nie przeszkadza ale czasami jest uciążliwe. Strasznie łatwo się wzruszam i dołuję często płaczę z byle powodu, lub tak po prostu bez powodu. Strasznie łatwo mnie zranić chociaż nie chcę tego pokazywać. Nie oglądam wiadomości bo na każdych płaczę , są dni gdy wszystko mnie dobija i dołuje nie wiem czy to normalne ale nie chce przez całe życie być w dołku. Nie radzę sobie z pokładami wrażliwości jakie mam w sobie ale przecież nie da się jej pozbyć. Ale może bycie nadwrażliwym jest lepsze niż brak wrażliwości.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Odkąd pamiętam zawsze byłam bardzo wrażliwa, jednak w ostatnich latach moja wrażliwość strasznie wzrosła. Dochodzi do tego to że jestem romantyczką , w sumie mi to nie przeszkadza ale czasami jest uciążliwe. Strasznie łatwo się wzruszam i dołuję często płaczę z byle powodu, lub tak po prostu bez powodu. Strasznie łatwo mnie zranić chociaż nie chcę tego pokazywać. Nie oglądam wiadomości bo na każdych płaczę , są dni gdy wszystko mnie dobija i dołuje nie wiem czy to normalne ale nie chce przez całe życie być w dołku. Nie radzę sobie z pokładami wrażliwości jakie mam w sobie ale przecież nie da się jej pozbyć. Ale może bycie nadwrażliwym jest lepsze niż brak wrażliwości.]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>
